piątek, 20 marca 2015

Sehun'owe babeczki



Z racji tego, że ostatnio upiekłam kolorowe babeczki to w ten sam dzień olśniło mnie no nowe opowiadanie, ale wena u mnie się pojawia i znika więc zanim zdążyłam uruchomić komputer ona minęła... A więc beż zbędnego gadania... zapraszam do czytania ☺

___________________________________________________________________
     Podobno w Japonii gdy pociąg spóźni się 3 sekundy jest koszmar i tragedia. W moim przypadku czekałem na samolot, który spóźniał się już dobrą godzinę. Siedziałem na plastikowym krzesełku, z którego widok był idealny na czarną tablicę informacyjną, gdzie było napisane, o której godzinie samoloty przylatują, a także ile się spóźniają.
     Z plecaka podręcznego wyciągnąłem poplątane, czarne słuchawki i podpiąłem je do telefonu. Nie zdążyłem posłuchać ani jednej piosenki gdyZ "mój" samolot przyleciał. Wstałem i szybkim krokiem ruszyłem w jego stronę. Zatrzymał mnie przygruby i niski człowiek, aby sprawdzić moje dane. Wszystko się zgadzało więc nie miałem żadnych obaw by nie iść dalej. 
     Tuż przed schodkami prowadzącymi do wnętrza samolotu usłyszałem jak jakaś dziewczyna kłóci się ze swoim "chłopakiem" (?). Jeśli wzrok mnie nie mylił był to Oh Sehun. Chudy, młody chłopaczek, któremu dawałem korki z chińskiego. Jedyne co w nim mnie zdziwiło to to, że przefarbował włosy. Nie były one czarne, ani brązowe... były tęczowe. Nie miałem nic przeciwko temu. Nawet ładnie w nich wyglądał. Pfff... ładnie to mało powiedziane. Wyglądał pięknie. Jeśli znów się nie mylę właśnie z nią zerwał. Biedny, oberwał z liścia w lewy policzek. Musiało go to bardzo zaboleć. Obrócił się na pięcie i ruszył w stronę samolotu.
      Szybko wszedłem do środka gdy jakieś małe dziecko mnie popchnęło. Podałem pilotowi stojącemu przy wejściu mój bilet i usiadłem w wyznaczonym miejscu. Tym razem mogłem w spokoju posłuchać muzyki. Miejsce za mną siedział Sehun. 
      Po tym jak wszyscy - kobiety, dzieci, mężczyźni - zajęli swoje miejsca pilot odpalił silniki i zaczął się najbardziej męczący lot w historii.
      Dzieci, które siedziały z samego tyłu... one nie rozmawiały, one wrzeszczały na cały głos. Przekrzykiwały się jeden przez drugiego. Próbowałem zagłuszyć to głośną muzyką w słuchawkach, ale nie wiele to dało. Cudem udało mi się zasnąć. 
      Przespałem cały lot. Sehun wyszedł tuż przede mną. Szczerze to ładnie na nim leżały nowe spodnie. Były to obcisłe rurki. Jezu... o czym ja myślę?! O tyłku swojego znajomego?! Tak... nie jestem zboczony. Na parkingu czekali na mnie rodzice. Poszedłem odebrać swoje walizki. 
      Wziąłem dużą, czarną torbę i ruszyłem w stronę samochodu. Zatrzymał mnie głos pewnej osoby.
-Hej! Lulu! - Sehun podbiegł do mnie i przytulił się bardzo mocno.
-Hej. Co tam? - Też go przytuliłem. 
-A dobrze... zerwałem z dziewczyną...
-Widziałem... - podszedłem bliżej i wtuliłem się w niego - Dobrze zrobiłeś. Ona nie była ciebie warta. Podle Cię wykorzystywała. - Jego kolorowa głowa opadła na moje ramię. - Chłopaku! Nie załamuj się! Głowa do góry! Znajdziesz wiele lepszych. - Pogłaskałem go po plecach.
-Mówisz? - tuż po tym odkleiłem się od niego.
-Yhym - pokiwałem głową i poklepałem go ręką po ramieniu. Od razu się rozpromienił.
-Skoro tak mi powiedziałeś wezmę sobie to do serca. 
-Sehun... mam do ciebie pytanie. Takie nie w temacie.
-Dawaj. - Oparł ręce o biodra i popatrzył na mnie pytająco.
-Jaki jest twój ulubiony kolor?
-Hmmm... - wskazał palcem na swoje włosy - A co?
-A nic. Tak się pytam - Uśmiechnąłem się. Poczułem jak wibruje mi telefon w tylnej kieszeni spodni. - Przepraszam. - nacisnąłem zieloną słuchawkę i zacząłem rozmowę - [...] - po paru sekundach rozmowa się zakończyła - przepraszam muszę już iść. - Opuściłem głowę i wbiłem wzrok w buty.
-Ok, ale spotkamy się jeszcze? 
-Ymmm... tak - uśmiechnąłem się pod nosem i poczułem jak rumieńce wychodzą na wierzch. - Pa.
-Pa Pa.
      Szybkim krokiem ruszyłem w stronę parkingu, gdzie moja mama stała przy aucie i paliła papierosa. 
-Hej mamo. - uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
-Hej. - skończyła palić papierosa. - Wsiadaj, jedziemy do hotelu.
-Dlaczego do hotelu? - byłem zdziwiony nagłą zmianą planów. Mieliśmy jechać do taty, do domu, a nie do jakiegoś hotelu.
-Pokłóciłam się z ojcem. Schowaj bagaże do bagażnika i już do auta. - wykonałem swoje polecenie i usadowiłem się wygodnie na przednim siedzeniu.
       Draga do hotelu nie była długa. Zdziwiłem się. To było jakby hotelowe mieszkanie. Nie był to jeden pokój, a łazienka, dwie sypialnie, kuchnia i salon. Było to dosyć duże, więc mój plan mogłem wcielić w życie. Wziąłem od mamy kasę i udałem się do sklepu. Kupiłem barwniki spożywcze. Gdy wyszedłem ze sklepu zobaczyłem  Sehun’a idącego w stronę hotelu gdzie obecnie mieszkam. Miał słuchawki w uszach. [...]
      Gdy wszedłem do kuchni szybko wyszukałem w telefonie jakiegoś przepisu na babeczki i zacząłem wyrabiać ciasto. Dodałem barwniki i włożyłem do piekarnika. Czekałem 20 min, aż wyrosną i ładniej wyjść nie mogły. Zjadłem jedną aby osądzić czy Sehun się nie otruje. Były bardzo dobre. Zapakowałem w kolorowy papier i zacząłem szukać Sehun'a. Znalazłem go na dole przy wielkiej jadalni.
-Sehun! - odwrócił się, a ja pomachałem mu jedną ręką, a drugą chowałem pakunek za plecami.
-Hej! - Też mi pomachał i podbiegł do mnie.
-Mam coś dla ciebie. - uśmiechnąłem się chytrze.
-Co? - wyłupił oczy. Dlatego, że był ode mnie wyższy mógł z łatwością zobaczyć co mam za plecami, ale nie robił tego.
-Proszę - wyciągnąłem do niego rękę z zapakowanymi babeczkami. Gdy je odpakował oczy zaświeciły mu się jak u małego dzieciaka.
-Ty to robiłeś? - wpakował sobie kawałek kolorowej babeczki do ust.
-Tak, smakują? 
-Są pyszne.
-Cieszę się.
-Pamiętasz jak mi mówiłeś, że znajdę o wiele lepsze dziewczyny od tamtej?
-Tak.
-To ja nie chcę dziewczyny... - dojadł babeczkę i przybliżył się do mnie - ... Ja chcę ciebie. Luhan... Duszę to w sobie już za długo... Kocham Cię. Wiem, że pewnie nie będziesz chciał się ze mną teraz spotykać, znać...
-Sehun... Ja... Ciebie też kocham.
-Wiedziałem, że.... czekaj! Wróć! Co?! Ty też mnie kochasz?
-Tak. Dobrze słyszałeś.

-Dawno nie byłem taki szczęśliwy. - Podszedł jeszcze bliżej i złożył namiętny pocałunek na moich ustach.
Ps.: zdjęcie moich babeczek <3

niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet



Wszystkim kobitkom takim jak ja z okazji dnia kobiet życzę wszystkiego najlepszego dużo yaoi no... i nie wiem co jeszcze... No może jeszcze więcej yaoi Z okazji naszego święta dam tu jakiegoś krótkiego shota. Więc... zapraszam do czytania ♥
_________________________________________________________________
Dziś z okazji dnia kobiet mam zamiar zabrać moją przyjaciółkę na koncert jej ulubionego wokalisty. Szczerze, to nic bym nie robił, ale z grzeczności wypada. Akurat ten laluś miał dzisiaj koncert. Szybko zakupiłem bilety na Internecie i zadzwoniłem po znajomą. Umówiliśmy się, że przyjadę po nią o 18:30. Idealna godzina, bo koncert miał zacząć się o 19:00. 
***
Gdy dojechaliśmy na miejsce, koncert prawie się zaczął. Nie lubiłem takich dużych imprez, więc stałem gdzieś z samego tyłu. Dziewczyna z którą tu przyjechałem bawiła się w najlepsze pod sceną, a ja czekałem, aż to wszystko się skończy.
Czułem, że ktoś się na mnie patrzy, ale był taki tłum, że nie zauważyłem osoby, której wzrok zżerał mnie od środka. 
***
Po trzech godzinach koncert się skończył. Nigdzie nie mogłem znaleźć przyjaciółki. Zaczekałem chwilę w tym miejscu gdzie stałem cały czas. Nagle, poczułem jak ktoś kładzie rękę na mojej talii. Odwróciłem się i ujrzałem chłopaka, który był jakieś pięć minut temu jeszcze na scenie.
-Hej - powiedział szczerząc się od ucha do ucha i zbliżając się bardziej do mnie.
-Hej - zrobiłem jeden krok do tyłu, ale on jeden w przód.
-Ładnie wyglądasz... - zbliżył swoją twarz do mojej
-Jesteś bi? - wystraszyłem się co on ma zamiar dalej zrobił, ale po tym pytaniu odsunął się.
-Co? - popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
-Pytałem czy jesteś bi...
-Nie, skąd ci to przyszło do głowy ślicznotko? - Jezu... kolejna osoba, która bierze mnie za dziewczynę.
-:Ślicznotko"? Aż taki dziewczęcy jestem? 
-"Jestem"... ty...
-Tak, jestem chłopakiem, nie jakimś transwestytą, nie jesteś... 
-Przepraszam... Wziąłem cię za jakąś ładną dziewczynę, która przyszła na koncert... Cóż... Chłopakiem też brzydkim nie jesteś... Ale odpowiadając na twoje pytanie-czy jestem bi... To nie, jestem homo - co za nie kulturalny człowiek! Jak odważył mi przerwać? 
-Wszystkim mówisz tak prosto z mostu, że jesteś homo?
-Nie, tylko osobom które polubiłem...
-Czekaj... co? Ty mnie polubiłeś? Człowieku znamy się jakieś 10 czy nawet 15 minut... a ty już mnie polubiłeś?
-Tak jak powiedziałem. Dasz mi swój numer?
-No chyba se kpisz...
-Nie, nie kpie sobie. To dasz mi ten numer?
-No... Nie wiem... Znamy się dopiero 15 minut.
-No weźźź... Nie jestem żadnym pedofilem.
-Dobra, dam ci ten numer, ale obiecaj, że zadzwonisz wieczorem.
-Obiecuję. - Po tym słowie uśmiechnąłem się, a JR pocałował mnie w czoło.
-Nie boisz się, że ktoś to zauważyć ?
-Nie, przecież tu nikogo nie ma.
-A kamery?
-Nie działają.
-Na pewno?
-Tak jestem pewien - teraz w tym momencie wyciągnąłem swój telefon i podałem starszemu, ode mnie, mój numer, po czym on napisał mi SMS ‘a i tak właśnie wymieniliśmy się numerami.
-Muszę iść - zobaczyłem machającą mi dziewczynę z którą przyszedłem.
-Twoja dziewczyna? - Chłopak spuścił głowę, a jego wzrok poleciał na buty. Jego twarz posmutniała.
-Nie - szturchnąłem go w ramię, a ten się wyprostował - koleżanka.
-Uffff... a już myślałem, że nie pójdziesz ze mną na kolacje.
-Jaką kolacje?
-Zapraszam cię na kolację. Jutro o osiemnastej w tym miejscu. Jeszcze ci napiszę lub zadzwonię co i jak. - Uśmiechną się i odszedł. Ja za to poszedłem do dziewczyny.
-No i co? Mówiłam, że jest fajny. I pasuje do ciebie - uśmiechnęła się i szturchnęła mnie w ramię. - Umówiliście się? Gadaj co i jak? Ren... Ziemia do Ren ‘a! -Pomachała mi ręką przed oczami.
-Co?
-Nie słuchałeś mnie?
-Słuchałem.
-To po co się pytasz "Co"?
-Nawyk...
-Ja ci zaraz dam nawyk... to co umówiliście się? 
-Tak.
-Fajnie! Gdzie?
-Tylko nikomu nie mów... ok?
-Ok.
-Sam jeszcze nie wiem. Ha. Ha. Ha.
-Ej... no powiedz!
-No ale nie wiem!
-No dobra. Ekstra, mój kolega ma chłopaka. Zaraz... czyli JR jest gejem?
-No... tak mi powiedział. Tylko nikomu ani słowa.
-Dobra. Możemy już iść?
-Możemy.
Odprowadziłem ją szybko do domu. Tuż po tym zadzwonił on. Rozmawialiśmy w najlepsze. W tedy uświadomiłem sobie, że nie potrzebnie szukałem dziewczyny przez tyle lat, gdy wystarczy mi chłopak.
_________________________________________________________________
Tym razem sprawdzała mi to koleżanka ... więc mam nadzieję, że błędów nie będzie ♥ Zapraszam do komentowania ♥ >.~


wtorek, 3 marca 2015

Klątwa

Nie miałem innego wyboru niż wstać o 4:30 na następny dzień.  Resztę męczącego dnia spędziłem zastanawiając się no na siebie ubrać do pracy. Stwierdziłem jednak, że dobrze będzie iść w stroju codziennym tylko go trochę urozmaicić. Czyli składał się on z: czarnych, obcisłych spodni i pomyślałem o czerwonej koszuli w kratkę do tego bordowe converse. Było pięknie. Położyłem ubrania na oparciu od krzesła, wziąłem słuchawki i telefon z biurka i skierowałem się w stronę łózka. Położyłem się i zacząłem słuchać muzyki. To mnie od stresowało. Mogłem się całkowicie wyluzować przed jutrem. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem, a już było rano. Budzik darł się na całego, a ja nie miałem najmniejszej ochoty wstawać z wygrzanego łózka. Jednak zapach pysznego śniadania do mnie przyleciał i rozkazał się ogarnąć. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, zobaczyć ile minut się guzdrałem. Jednak nadal myślę, że życie w nie wiedzy jest lepsze. Jest godzina 5:00. Szybko się ubrałem i zszedłem na dół po schodach. Pierwsze poszedłem do łazienki, a następnie do kuchni. Matt powiedział, że może mnie podwieźć do zoo. Było mi to na rękę. Zjedliśmy w spokoju śniadanie, zabrałem rzeczy i ruszyliśmy do auta.
Droga do pracy nie była długa. Po dojechaniu na miejsce rozglądałem się za jakimś budynkiem gdzie będzie zielona tabliczka z napisem "INFORMACJA" czy coś w tym stylu. Niestety, nie znalazłem.
Przy lwach stało jakiś dwóch ludzi. Podszedłem do nich.
-Hej, wiecie gdzie są ty jakieś informacje... czy coś takiego? - oboje popatrzyli na mnie na jakiegoś upośledzonego, później na siebie i dopiero powiedzieli
-Pójdziesz tutaj prosto i następnie skręcisz w lewo. Tam są informacje. A po co ci to?
-Przez najbliższe dwa tygodnie mam tu pracować.
-Aaaa... jak w takiej sprawie to nie! Masz iść prosto i później skręcić w prawo! Wejdziesz do tego budynku i trzecie drzwi na lewo. - odezwał się drugi.
-Dzięki - uśmiechnąłem się od ucha do ucha i poszedłem w wyznaczone miejsce. Zapukałem w drewniane drzwi i usłyszałem gruby, męski głos. Wrota otworzył mi niski, przygruby mężczyzna. Ubrany był w czerwoną, świecącą koszulę, wsadzoną do bordowo-turkusowych spodni, a wszystko było przykryte czarną marynarką. Na głowie miał duży kapelusz we wszystkich odcieniach czerwieni. Przez chwilę pomyślałem, że może znalazłem się w cyrku.
-Tak? W czym mogę pomóc? - Powiedział poprawiając marynarkę.
-Dzień Dobry jestem Kibum. Mam tu pracować przez najbliższe dwa tygodnie.
-Aaaa... to ty! Nie wiedziałem, że jesteś taki punktualny! Dobra robota! U mnie masz już dużego plusa.
-Dziękuję, to... ja... będę już szedł... - ukłoniłem się - do widzenia. - odszedłem. Kurde mogłem się przynajmniej zapytać gdzie tu jest mój pokój czy coś... ale... no... co poradzę, że się stresuję.
-Hej, ty jesteś Kibum? - Jakaś dziewczyna podeszła do mnie i szturchnęła mnie za ramię. Była ona blondynką o niebieskich jak morze oczach.
-Tak, a coś się stało? Wołał mnie ktoś?
-Nie. - zachichotała - Nikt cię nie wołał. Julia jestem. Widzę, że się zgubiłeś...
-Julia... ładne imię... nie jesteś z stąd? I tak, zgubiłem się.
-Nie, pochodzę z Anglii. Choć! Zaprowadzę Cię do twojego pokoju.
-Nie musisz... - jestem nowy. Nie chciałem tworzyć jakiegoś problemu, ale mała dziewczyna trzymała przy swoim. W końcu się zgodziłem. Powiedziała, że może mnie później oprowadzić po zoo. Też się zgodziłem. Nie miałem nic lepszego do roboty... przecież na razie tylko ją tu znam. Gdy doszliśmy Julia zostawiła mnie żebym mógł się rozpakować i przyzwyczaić do pomieszczenia.
Gdy wszystko ogarnąłem, wziąłem szybki, zimny prysznic i zacząłem się szykować na spotkanie z uroczą dziewczyną. Nie, że coś do niej czuję, ja ją tylko lubię. Spotkaliśmy się przy tygrysach.
-Wiesz o legendzie?
-Jakiej legendzie? Nic nie wiem. - Powiedziałem jednocześnie spoglądając na nią jak na świruskę.
-Legenda głosi, że w ciele tamtego białego tygrysa żyje człowiek. Podobno został on przeklęty przez... - strasznie trudno było jej to powiedzieć. Wahała się.
-Kogo? - nie mogłem wytrzymać. Ciekawość zżerała mnie od środka.
-Naszego szefa. Ale to tylko legenda. Nie chce mi się w to wierzyć. 
-Ten tygrys jest zawsze taki... nie niebezpieczny?
-Tak. Od dłuższego czasu tak ma. Ja już pójdę. Nie siedź tu za długo. - uśmiechnęła się na pożegnanie i odeszła. Odwróciłem się w stronę tygrysa. Nie wydawał się straszny. Zwierzę popatrzyło na mnie. Miał duże błękitne jak niebo oczy, co pięknie komponowało się z jego białą sierścią. Odszedłem i zacząłem iść w stronę pokoju. 
*w pokoju*
-Hmm... to był ciężki dzień. - powiedziałem sam do siebie gdy wyszedłem z łazienki. Położyłem się na łóżku i próbowałem zasnąć. Jednak wszystkie wysiłki na nic. Nagle usłyszałem kroki dochodzące z korytarza, i tuż po tym głośny szelest. Ta osoba... jeśli to była osoba lekko uchyliła drzwi od mojego pokoju i patrzyła na mnie kątem oka.
-Kto tam jest? - wydukałem strasznie przestraszony.
-Nie boisz się mnie? - jedyne co w tedy wiedziałem to, to że mówił do mnie jakiś mężczyzna. Jego głos nie był jakiś stary. Mówiła to młoda osoba.
-Nie wiem kim jesteś więc nie wiem czy mam się ciebie bać. - powiedziałem już dość pewniejszym głosem
Drzwi się otworzyły i zobaczyłem w nich człowieka jeśli mogę to tak nazwać. Był w połowie człowiekiem, a w połowie... białym tygrysem.
-Kim jesteś? - Znowu głos mi się zawahał. Zrobiłem dwa kroki do tyłu bojąc się, że stwór mi coś zrobi.
-Jestem Kim JongHyun. Nie bój się mnie nic ci nie robię.
-Dlaczego jesteś w połowie tygrysem? To ty jesteś tym przeklętym chłopakiem?
-Tak to ja. Jedynie w nocy mogę się zmieniać w człowieka jeśli można to tak nazwać.
-A jeśli mogę wiedzieć... co tak dokładnie ci się stało?
-Nie nasz mojej całej legendy...?
-Nie.
-Ok, to teraz uważaj. Dawno, Dawno temu...
                                                                                            Następny Rozdział

_________________________________________________________________
Ciąg dalszy następni.


Jejku ^^ Jestem z siebie dumna, że coś takiego napisałam ^^ Mam nadzieję, że się podoba >.~ Jak zawsze pokornie proszę o komentarze i w ogóle... 

niedziela, 1 marca 2015

Klątwa

Przyjmę najbardziej negatywne komentarze! Wiem, że łeb mi urwiecie. W ogóle nie wiem kiedy dokończę tam to opowiadanie. Jak zaczynałam tam to pisać to wena była. Już w tedy wiedziałam co będzie w następnym rozdziale ale.... cóż z racji tego, że jestem chora mój mózg mało pracuje. Postanowiłam napisać coś nowego. Dzięki książce którą pożyczyłam od koleżanki to mam jakieś tam pomysły. Tego opowiadania nikt mi nie sprawdzał. Błędy pewnie są. Już mówię, że to będzie JongKey ^^ 

________________________________________________________________________

Stałem na skraju przepaści. A dokładniej w kolejce po pracę. Stałem tam tylko dwie godziny, a czułem się jak bym tam był cały dzień. Po co tu są grzejniki skoro nie grzeją? Jest strasznie zimno. W ciepłej puchowej kurtce, różowej czapce i w czarnych nieprzemakających butach czekałem, aż starsza kobieta przed biurkiem zawoła mnie. W pewnym momencie chciałem odwrócić się o 180 stopni w wyjść. Co z tego, że czekałbym 30 minut na autobus, ale to już było lepsze niż stanie w zatłoczonym korytarzu.
-"Następny!!" - nareszcie moja kolej. Już myślałem, że się nie doczekam. Ruszyłem przed siebie mając parę dokumentów w prawej ręce i torbę zawieszoną na ramieniu jeszcze z innymi papierami. Otworzyłem wielkie drewniane drzwi i zobaczyłem nie wysoką kobietę. Miała ona na nosie okulary z bardzo grubymi szkłami co było widać z daleka. Położyłem na biurku to co miałem w ręce. Usiadłem na krześle. Gdy rozległo się skrzypienie, starsza kobieta podniosła wzrok i poprawiła okulary.
-Dzień Dobry - przywitałem się z uśmiechem na ustach.
-Dzień Dobry. - powiedziała nie uśmiechając się, ani nic. Jej twarz była jak by skamieniała. - Imię i nazwisko? - Zadała pytanie, które rozpoczęło wywiad.
-Kim Ki Bum
-Wiek?
-Siedemnaście, prawie osiemnaście. Za niedługo mam urodziny. - posłałem lekki uśmiech starszej pani.
-Dobrze... Imię i nazwisko rodziców? - Tego pytania obawiałem się najbardziej.
-Kim Eu Chan i Kim Shin, a opiekunowie to Sara i Matt Harris.
-Opiekunowie? - Wyprostowała plecy i popatrzyła się na mnie z niedowierzeniem.
-Tak. Moi rodzice... zginęli w wypadku samochodowym. - spuściłem głowę. Kobieta pisała coś przez dłuższy czas w jakiś dokumentach. Zaciekawiło mnie co tam bazgroli więc kontem oka spojrzałem na kartkę i ujrzałem jakieś ślaczki
-Lubi pan zwierzęta? - Zapytała jak bym nigdy nic nie powiedział o rodzicach.
-Hmmm... Tak, wiem jak je karmić - zaśmiałem się pod nosem ze swojego żartu. Na osobie siedzącej za biurkiem nie zrobiło to większego wrażenia. - Tak lubię.
Podała mi wizytówkę na której było napisane, że jakieś zoo które przyjechało poszukuje pracowników. Z racji tego, że poszukują osób na całą dobę dawali nocleg i pełne wyżywienie. Wziąłem wizytówkę do ręki. Była ona wykonana z chropowatej tektury w kolorze takim jak samochód strażacki. Odwróciłem małą karteczkę i zacząłem czytać jakie są tam wymagania czy coś, ale tam tego nie było. Jedyne co zauważyłem to napisane jakie tam są zwierzęta. Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia - tygrysy, lwy... najniebezpieczniejsze koty na świecie. Sam jestem przezywany koteczkiem w domu, ale ja jestem kanapowcem. Żyje się raz! Wezmę tę pracę!
-Chce pan tę prace? - zapytała zniecierpliwiona już kobieta.
-A mam inne wyjście? Biorę. -  powiedziałem szybko i starsza pani dała mi wszystkie dokumenty i informacje o tym zoo i następnie zawołała "NASTĘPNY!!" Wstałem szybko, włożyłem rzeczy do torby i wyszedłem. Z nogi na nogę przemieszczałem się w stronę małego, zielonego kiosku gdzie mogłem kupić bilet na autobus. Nie był on daleko więc dojście nie zajęło mi dużo czasu. Doszedłem do budki gdzie wykonałem zakup. Pożegnałem się i odszedłem. Na pięcie odwróciłem się w lewo i podszedłem do szklanego schronienia z żółto-brązowym dachem by sprawdzić rozkład jazdy. Okazało się, że muszę czekać 30 minut. Otworzyłem torbę i wyciągnąłem słuchawki. Podłączyłem je do telefony i słuchałem ulubionej muzyki. Czas zleciał szybko. Autobus przyjechał przed czasem chyba 15 lub 20 minut. Wszedłem do pojazdu, skasowałem małą karteczkę i skierowałem się do samego tyłu. Usiadłem na plastikowym siedzeniu, wyciągnąłem komórkę i poszukałem w niej jakiejś szybkiej muzyki. Gdy uświadomiłem sobie, że leci ona za cicho zacząłem stopniowo pogłaśniać. Przejechałem osiem przystanków i wysiadłem i powoli dreptałem w stronę domu. Nie był on daleko.  Tylko jedną ulicę dalej. Moje mieszkanie nie było ani małe, ani duże. Było w sam raz. Ściany z zewnątrz były koloru groszkowo-cytrynowego. Dach był pokryty ciemnobordowymi dachówkami. Nasz dom otacza duży ogród, po którym biegają cały dzień psy. Tak jak się spodziewałem one pierwsze mnie przywitały. Otworzyłem drzwi od furtki i od razu nasze dwa pieski - Dakar i Diago - przywitały mnie. Skakały po mnie, machały ogonem, gdy kucnąłem zaczęły mnie lizać po twarzy co było ohydne. Skierowałem się w stronę drewnianych drzwi frontowych. Gdy je otworzyłem dobiegł do mnie zapach ciastek czekoladowych. Z prędkością światła zdjąłem buty i kurtkę i popędziłem w stronę kuchni. Sara upiekła je bo wiedziała, że dobrze mi pójdzie w sprawie o prace. Wziąłem jedno do ręki i ruszyłem do swojego pokoju który znajdował się na drugim piętrze. Mój pokój był koloru jasno niebieskiego, prawie przechodził w błękit. sufit natomiast był śnieżno-biały. Garderobę zażyczyłem sobie różową taką więc też mam. Wiem, że to mało męski kolor, ale mi się podoba. Usiadłem na miękkim fotelu obrotowym i przysunąłem się do biurka. Wyciągnąłem wszystkie papiery z torby. Jedyne co mnie interesowało to to na którą godzinę mam się stawić w nowej pracy. Jednak gdy zobaczyłem godzinę myślałem, że lepiej było żyć w nie wiedzy. Mam stawić się o 6:00. 
                                                                                                             Następny rozdział
________________________________________________________________________

Ciąg dalszy nastąpi.

Mam nadzieję, że się podobało. Pokornie proszę o komentarze. Ja to już spoleruję, że w następnym rozdziale będzie się więcej dziać. Pojawi się JongHyun, ale nie powiem w jakiej wersji. Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać duchowo i dawać jakiegoś kopa w tyłek żebym zabrała się do roboty.