wtorek, 24 lutego 2015

JREN

Wena jest dla mnie zła i okrutna! Opowiadanie JongKey "Wyznanie" 
Wena mi gdzieś ulatuje! Ale na jakiegoś shota to jest. 
Jeśli mi się uda to napiszę to krótkie opowiadanie. 
A teraz cieszcie się gifami jakie Wam tu daję ☺
JREN ♥












niedziela, 22 lutego 2015

JongKey

Z racji tego, że wena mnie opuściła to wstawiam Wam tu takie
piękne gify ♥ Jak mnie znowu coś nawiedzi
to dokończę opowiadanie ☺ 














czwartek, 19 lutego 2015

Wyznanie

Każda historia miłosna zaczyna się w jakimś romantycznym miejscu w porze wieczornej. Najczęściej w dobrej restauracji przy kolacji i świecach. Bohaterowie zamawiają owoce morza i delektują się nimi, patrzą sobie prosto w oczy i mówią sobie czułe słówka.

Historia JongHyun'a i Kibum ‘a odbyła się w dość nie komfortowej sytuacji. Razem z resztą chłopaków siedzieli w pięknie pachnącym samochodzie (czyt. śmierdzącym potem) w przyjemnej atmosferze (czyt. chłopaków przekrzykujących się jeden przez drugiego)

-Ktoś mi przypomni ile my tu już siedzimy? - Odezwał się najmłodszy.

-Około 1,5 godziny - lider odpowiedział sprawdzając czas na ekranie swojego telefonu.

-Tak długooo... -Maknae zaczął jęczeć - Spać mi się chce! I głodny jestem! I jeszcze wody bym się napił! 

-Taemin! Przestań narzekać! W bagażniku jest woda, a żarcie jest gdzieś rozsypane na podłodze lub też w bagażniku. A jeśli chcesz spać to słuchawki do uszu i słuchaj muzyki! - Osoba siedząca za kierownicą "wyszła" z siebie. Dinozaur otworzył wszystkie okna w aucie, oprócz tego przy którym siedział Kibum, a raczej spał, żeby się przewietrzyło. Było jeszcze gorzej. Gorące powietrze i rażące promienie słońca wleciały do śmierdzącego pojazdu. 

-Nie wiem czy wiecie, ale w aucie za nami jakieś dwie laski się przebierają. Przypominam, że siedzą w kabriolecie. - głowy patrzyły się do tyłu.

-Wyglądają jak dziw... - JinKi chciał palnąć jakąś ze swoich mądrości, ale nie zdążył.

-Nie mów tak - Taemin popatrzył się na niego jak zbity pies.

-Dlaczego?

-Nie lubię przekleństw, a w szczególności jak dotyczą one kobiet - wyraz jego twarzy się nie zmienił. Chłopaki siedzieli chwilę w ciszy. Ale tą nieskazitelną ciszę przerwał Minho.

-Pierdziele to! Wychodzę! - rzucił szybko.

-Ja też!

W bardzo krótkim czasie samochód się opróżnił i zostały tylko dwie osoby - JongHyun i Key. Kibum spał sobie słodko na tylnym siedzeniu. Jong ciągle paczył się w lusterko żeby tylko zobaczyć śpiącego kotka.

-*ziewnięcie*- kotek się obudził. Przeciągnął się i zaczął rozglądać się po aucie. - Gdzie są wszyscy? - zapytał lekko zaspanym głosem

-Dzień Dobry księżniczko. Wiesz, że mruczysz przez sen? Chłopaki poszli się przewietrzyć. - JongHyun odpiął pasy i z uśmiechem od ucha do ucha odwrócił się w stronę zaspanego chłopaka.

-Aha - odpowiedział szybko i położył się na całej długości foteli. - JongHyun, możesz otworzyć okno?

-Mogę - przycisnął palec na guziku otwierającym okno. Otworzył całe. 
Kibum popatrzył się na Jong'a z pode łba. 

- Dlaczego nazwałeś mnie księżniczką? 

-Bo jesteś divą. Jak ci nie pasuje to mogę wymyślić inną ksywkę. - Jak to pies, popatrzył na swojego przedmówcę maślanymi oczami.

-Nie, nie musisz - uśmiechną się chytrze - taka może zostać. 

Jong wrócił na swoje miejsce jak zobaczył, że samochody zaczynają się ruszać. W tej samej chwili przyszła reszta chłopaków.

-Jak wam czas mijał? - Taemin obserwował osoby które były cały czas w aucie. - Key! Bierz nogi! Ja chcę usiąść!

-Jak nam mijało? A no nie powiem, dobrze. - odpowiedział najmłodszemu powolnie zdejmując nogi z siedzeń. - Byliście w sklepie? Kupiliście wodę?

-Nie byliśmy w sklepie, ale chyba woda jest w bagażniku. - Onew powiedział zajmując miejsce obok kierowcy.

-Nie chce mi się wysiadać...

-To ja wyjdę. Przy okazji rozprostuję kości. - Key z uśmiechem na ustach wyszedł z śmierdzącego pojazdu i skierował się w stronę bagażnika.

__________________________________________________________

Jak zwykle pokornie proszę o komentarze (pozytywne i negatywne) Tą serię mam zamiar rozłożyć na 3/4 rozdziały (jeśli mi się uda) :P mam nadzieję, że się podoba ;D

  

sobota, 7 lutego 2015

Pomoc


 

Był sobie piękny słoneczny dzien. Ptaszki śpiewały, słonko świeciło. Życie było by piękne jak by nas nie trzymali na smyczy i raz na jakiś czas dali urlop...
 -Ej! Sehun! Ocknij się! - z moich zajebistych myśli wyrwała mnie moja dziewczyna-Yuri.  Uniosłem lekko głowę aby ją zobaczyć. Ona się tylko uśmiechnęła. Ale po chwili jej śliczny uśmiech zszedł z jej twarzy. Z głową opuszczona w dół powiedziała -  Ty mnie w ogóle słuchałeś?
-Przepraszam, zamyśliłem się.
-Heh... Sehun...


-Chcesz ze mną zerwać? - W moich oczach pojawiły się łzy.


-Nie dałeś mi dokończyć. To nie tak. Musze wyjechać. Daleko. Możliwe że się już nie spotkamy. Tylko proszę, nie plącz. - W jej oczach tez się pojawiły łzy. Mówiła to wszystko szukając czegoś w torebce. To były klucze od naszego mieszkania. Dala mi je i wyszła. Zebrało mi się nie na plącz, ale na ryczenie. Moj prawie cały świat runął. Wstałem i podszedłem do okna żeby ostatni raz ja zobaczyć. Ale gdy ja ujrzałem to jeszcze bardziej chciało mi się płakać. Wsiadała do samochodu z jakimś facetem. Od razu to co mi przyszło na myśl to to ze mnie zdradzała.
Nie mogłem już wytrzymać, wyszedłem z sali treningowej i poszedłem do łazienki. Zamknąłem się w niej.


-Sehun, wiem ze tam jesteś! Otwórz te drzwi. - Z jakim spokojem mówił to Luhan. W  jego głosie było tyle współczucia  i troski.  Otworzyłem białe wrota. Od razu zobaczyłem Luhana. Gdy zobaczył w moich oczach łzy od razu mnie przytulił.- Sehun... co się stało? Dlaczego plączesz? To przez Yuri? -  W tym temacie tylko przytaknęłam - Ona na ciebie nie zasługiwała. Już... ciii... spokojnie... - Pogładził mnie ręka po głowie, a ja się jeszcze bardziej rozryczałem. - Ej... ciii... już tak nie rycz. No już, idź się ogarnij i pojedziemy do domru. - Pokiwałem głowa na tak i poszedłem się jakoś zebrać do kupy.
Przed wytwórnią czekał na mnie Lulu z moimi rzeczami. Poszliśmy szybkim krokiem do auta.
***
Gdy już byliśmy w dermie Luhan zaniósł moje rzeczy do swojego pokoju. Po  tym jak to zrobił poszedł do kuchni. Sobie zrobił kawę a mi kakao. Gdy wypiliśmy napoje udaliśmy się do dużego pokoju. Znajdował się w nim duży telewizor. Prawie kino domowe. Lulu znalazł jakaś płytę.

                                           ***Luhan***
Tak, komedia romantyczna. Może to pomoże Sehun'owi. Albo tez pogorszy sytuacje. Ta dziwka była dla niego całym światem. Był na każde jej za wołanie, a ona go tak chamsko wykorzystała. Ale ona to już przeszłość. Dla mnie zawsze liczył się tylko Sehun.
-Może być taki film? - Zapytałem 
-Puść co chcesz. Mi to obojętne. 
-Nie, że tobie to obojętne! Ty tu jesteś osoba poszkodowaną... - Sehun wstał i podszedł do mnie - Nie chce bardziej pogrążyć sytuacji!
-Proszę, nie krzycz.
-... -  nie zdążyłem nic powiedzieć gdy Sehun zamknął mi usta w namiętnym pocałunku. Po tym jak oderwał się od moich ust opuścił głowę w dół.


-Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. -Powiedział z żalem.
Ręką wsparłem jego podbródek aby na mnie popatrzył.
Gdy w jego kącikach oczu pojawiły się krople łez. Wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę i wytarłem łzy lecące z jego oczu. Po tym jak Sehun się trochę uspokoił pocałowałem go lekko w czoło.


-Nic się nie stało. - uśmiechnąłem się szczerze i mocno go do siebie przytuliłem.


****2 lata później****
-Luhan!!!!!!
-Cooooo????!!!! - Wydarłem się na całe mieszkanie.
-Bo... Bo... Bo...
-No w końcu Cooooo???
-Bo... Bo... Tu jest...... PAJAK!!!!!!
-Hahaha! Ale się boisz! Haha! Gdzie ten pająk? - gdy wchodziłem do pokoju w którym przebywał mój ukochany panikarz, który stal na krześle.
-TAM!! OBOK CIEBIE!!!
-JEZUS MARIA, CHRYSTE PANIE!!!- Odskoczyłem na bok gdy mi to powiedział. - Debilu... To nie jest pająk...
- Nie?! To co to jest???!!!
- No pająk, ale gumowy
- Dobra, dobra, fałszywy alarm - mówiąc to śmiał się sam z siebie.
Podszedłem do niego żeby zszedł z tego krzesła i sobie nic nie zrobił. Jednak o coś się potknął. Poleciał na mnie, a ja na plecy.
-Wiesz, że boli jak wbijasz mi łokieć w żebra?
-Oj... Sorry...

Za przeprosiny namiętnie mnie pocałował i kończył dalej sprzątać.

Diamonds



-Gadaj gdzie jest ZiTao! - powiedział jeden z mafiosów którzy mnie porwali.-Nic wam nie powiem, bo nie wiem kim jest ten cały ZiTao! - w moim glosie nie było strachu. Nie balem się tego, że w jednej sekundzie mogę stracić życie.
-Kłamiesz! - uderzył mnie, a przy tym paznokciem rozdrapał moja wargę. - Wiem, że kłamiesz! - gdy ponownie mnie uderzył krew poleciała na jego buty. - Ale skoro nie chcesz gadać... - przystawił mi pistolet do głowy - mogę ci w sekundzie, ta śliczna mordę rozwalić - Miał już nacisnąć spust gdy w drzwiach stanął Tao. Miał w ręce czarna skórzaną aktówkę, która była przypięta kajdankami do jego ręki. Huang nie zauważył osiłka, który stał po jego lewej stronie. Łomem uderzył go w głowę, a on upadł na ziemię.
-Tao! - nie mogłem powstrzymać swojego wrzasku, chciałem się wyrwać, jednak goryl stojący po prawej stronie chwycił mnie za koszulkę i pociągną do tyłu.
-A jednak go znasz... - świdrował mnie wzrokiem - chłopaki zostawcie nas samych - na jego ustach pojawił się chytry uśmiech.-Mamy go zabrać ze sobą? - Jeden z goryli zapytał swojego szefa, jednocześnie kopiąc Tao w plecy.
-Nie, zostawcie go. I tak jest nieprzytomny.

***
Zakleił mi usta grubą taśmą izolacyjną.
-Znasz ZiTao jak nikt inny. Może jest nawet dla ciebie kimś więcej... Chcesz zobaczyć, jak ukochana ci osoba, umiera na twoich oczach? Gadaj! - Oderwał mi taśmę z ust. Ja tylko spuściłem głowę nic nie mówiąc. Taśma naruszyła moje wargi. - Co, teraz nie chcesz nic gadać?! A jeszcze godzinę temu byleś taki pyskaty! Wiem, że masz, ten zasrany klucz, od tych kajdanek!
-Ja nic nie mam. Zostawcie mnie w spokoju.
-On ich nie ma. - Tao się ocknął. Nie mógł się poruszać. Ręce i nogi miał związane grubym sznurem. Aktówka leżała obok niego. -Skoro on ich nie ma, to kto je ma?! - Jego cierpliwość już po woli się wykańczała.
-Ja mam klucz.
-Dawaj!
-To mnie rozwiąż
.Przy gruby mężczyzna wstał i podszedł do chłopaka. Sprawdził czy nie ma on broni. Rozwiązał go i cofnął się dwa kroki do tyłu.
-Cofnij się jeszcze - facet wykonał jego polecenie. Podszedł do mnie i kazał mi wstać. Zrobiłem to. Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej mnie i przyłożył mi nóż do gardła. Tao "odpiął" teczkę od ręki. - Najpierw chłopak, później zawartość teczki.
-Myślisz, że głupi jestem?
-Nie zgadzam się na inny układ. Chłopak za teczkę. - Tao otworzył teczkę gdzie znajdował się diament wielkości strusiego jaja. Facet odłożył nóż i rozwiązał mnie. Po kryjomu wyciągną bron zza paska spodni.
-Skoro ci tak na nim zależy... - Puścił mnie, a ja pobiegłem do mojego wybawcy. Nagle poczułem straszny ból w klatce piersiowej. Padłem na ziemie. Tao puścił teczkę, w której był diament, a on rozsypał się na malutkie części. Mężczyzna nie wytrzymał i strzelił też do Huanga, który upadł koło mnie.
 Przy gruby mężczyzna wziął kilka części cennego kryształu i uciekł.
Moje oczy były całe załzawione, gdy zobaczyły już nieoddychającego Tao. Resztkami sił położyłem swoją rękę na jego policzku.

-Przepraszam – powiedziałem, zamknąłem oczy i znalazłem się w innym świecie.

_____________________________________________________________

Mam nadzieję, że moje wypociny Wam się podobają. Jak zawsze zapraszam do komentowania. (te pozytywne i te negatywne)

Pierwszy Wpis

No... Hmmm... od czego zacząć... No to jest blog o tematyce yaoi... Będę starała się często dodawać posty, zależy jak wena dopisze. Zapraszam do komentowania.... przyjmę wszystkie komentarze. Mam też nadzieję, że nie będzie błędów (głównie ortograficznych >.<)

Także Hwaiting!