środa, 23 września 2015

BaekYeol

No to żeby tu nudno nie było to daję gify xd.
Opowiadania są pisane swoim tempem, ale będą xd.
Czekajcie cierpliwie ;*

~BaekYeol to jedność ♥~

~♥~

~♥~

~♥~

~♥~

~♥~

~♥~

~♥~

~♥~

niedziela, 6 września 2015

"Inny" Plan

Paring: BaekYeol/ChanBaek
Rodzaj: fluff, przygodowy (?)
Ostrzeżenia:lekkie  przekleństwa
Opis: ChanYeol ma bardzo ciekawe pomysły na spędzenie nocy. BaekHyun się do tego dołączy. Co z tego będzie?
Od autorki: Nagle mnie olśniło! Ostatnio zaczęłam czytać "Papierowe Miasta" Jonh'a Green'a. Niektóre sceny są wzięte prosto z tej książki. Zachęcam do czytania i komentowania.




_______________________________________________________
Leżałem na łóżku, oglądając film na laptopie. Nie był on za ciekawy, ale co można innego robić w środku tygodnia, oprócz uczenia się? Słuchawki miałem głęboko wepchnięte w uszy, więc nic, a nic nie słyszałem.  Powoli podniosłem głowę z pod laptopa, gdy poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Nikogo nie widziałem w pokoju. Popatrzyłem na okno i, był tam zarys osoby, lecz widziałem tylko zarys bo było ciemno. Odłożyłem komputer na bok, podniosłem się i ruszyłem w stronę okna. Po chwili spostrzegłem, że za oknem, z nosem przyklejonym do mojej szyby był Park ChanYeol. Mój sąsiad z którym chodzę do klasy..., a przy okazji mój bliższy przyjaciel. Otworzyłem okno i buchnęła we mnie fala zimnego powietrza.
Yeol był cały ubrany na czarno i miał buzię także wysmarowaną czymś na czarno.
-Uprawiasz cyberseks? - Nawet w ciemności było widać, że uśmiecha się jak idiota.
-Ymm... Ja tylko..... - Na moich policzkach powoli wychodziły rumieńce. Nie miałem się co przejmować. I tak nic nie było widać.
-Baekki.. jak możesz?! Jak możesz mnie zdradzać z kimś kogo poznałeś 20 minut temu na skype. - Zachichotał.
-Dobra, czego tu szukasz? - Zapytałem uśmiechając się pod nosem.
-Jest mi potrzebny samochód i możliwe, że ty.
-Wchodź, nie będziemy tak gadać. - Otworzyłem szerzej okno i wpuściłem Chan'a do środka. - Co ty znowu kombinujesz?
-Ja? Nic strasznego. Tylko potrzebuje załatwić parę spraw....
-A na co Ci ja?
-Jak już wspomniałem potrzebny mi samochód i kierowca.
-Ale na co ci kierowca jak sam masz prawko? - Zapytałem lekko nie pewny sytuacji.
-Jak by trzeba było uciekać. - Ponownie się uśmiechnął.
-Jakieś przestępstwa? - Uniosłem lewą brew do góry, jednak on tego nie zauważył.
-Od razu przestępstwa.... - Przechylił głowę na prawo. Wyglądał dość uroczo. Nawet z twarzą wymalowaną czymś czarnym. - Po prostu muszę coś załatwić.
-Wspominałeś, że potrzebujesz samochodu. Przecież masz swój.
-Ale pamiętasz jak ostatnio wjechałem w krzaki? - Skinąłem głową. - No to od tamtego razu już nie mam. Tata mi zabrał kluczyki. Auto stoi w garażu. Mama nim jedynie jeździ na zebrania. - Wzruszył ramionami.
-Uznajmy, że ci wierzę, ale najpierw gadaj co chcesz zrobić.
-Nic strasznego. -Uśmiechnął się chytrze i odwrócił głowę w stronę swojego domu.
-CHANYEOL!!! - Tata Yeol'a wychylił głowę przez okno. -GDZIE TY ZAŚ JESTEŚ!
-Tutaj. - Chan wychylił głowę przez okno i pomachał ojcu.
-Co ty tam robisz?!
-Przyszedłem pogadać. - Odpowiedział z anielskim spokojem.
-W środek nocy?! Co ty sobie myślisz?! Do domu! W tej chwili!
-Dobra, dobra. - Odwrócił się na pięcie w moją stronę i kontynuował - Będę za 5 minut. Ty za ten czas się ogarnij.
I wyszedł przez okno.

                                                            ***
-No to co robimy? - Zapytałem nie pewnie.
-Idziemy do twojej zajebistej  bryki. - zachichotał.
-Bardzo śmieszne. - zrobiłem minę obunożnego.
Powoli, bezszelestnie otworzyłem garaż i ujrzeliśmy starego, prawie pozbawionego lakieru vana. cicho otworzyliśmy drzwi od pojazdu i weszliśmy. Nie zamykaliśmy drzwi bo było by za dużo hałasu.  Spuściłem ręczny hamulec i cicho wyjechaliśmy. 2 przecznice później zapaliłem silnik i zamknęliśmy drzwi.
-No to gdzie jedziemy? - Zapytałem po chwili ciszy.
-Najpierw jedziemy do marketu, a następnie do domu Tao.
-Po co do domu Tao?
-Zobaczysz.
-Wiesz, że większość twoich  planów nigdy nie wypala?
-Jestem tego w 100% procentach świadomy. - Uśmiechnął się.
-To dobrze. - ChanYeol zaczął gadać o swoim planie. Jednak nie dało się z tego nic zrozumieć, więc skupiłem się na drodze.
Gdy zobaczyłem market, włączyłem lewy kierunkowskaz i wjechałem na parking.
-Zaraz wracam. - Powiedział Chan i opuścił pojazd.
Wrócił po 15 minutach z blokadą do kierownicy i czekoladą.
-Masz to cukierku czekoladę, za to że jesteś moim kierowcą. -Uśmiechnął się i położył mi słodką przekąskę na kolanach.
-Bardzo śmieszne. - Uśmiechnąłem się krzywo. - Czyli teraz do Tao? - upewniłem się.
-Tak. - potwierdził.

Jechaliśmy dłuższy kawałek drogi. Zaparkowałem dwa domy dalej, aby nikt mnie nie zobaczył. Jednak miałem świetny widok na to, co robi Yeol. Podszedł do samochodu Tao - Białego Peugeota. Chan wsiadł na miejsce kierowcy i założył blokadę. Wysiadł. Zamknął drzwi, a kluczyk schował do kieszeni.
-Zawsze kretyn zostawia otwarte. - powiedział wsiadając do auta.
-Teraz gdzie?
-Do LuHan'a.
-A do niego po co?
-Zobaczysz. - Ponownie się uśmiechnął.
Odpaliłem silnik i ruszyliśmy do miejsca docelowego.
-I teraz skręć w lewo. - tak też uczyniłem. Zgasiłem silnik i czekałem na to co Chan zrobi. - Masz tu kochanie ty moje telefon. - Wziąłem go do ręki. - Znajdź numer do taty LuHan'a. - Znalazłem. - Zadzwoń do niego i powiedz, że jego syn rucha się jak głupi z Oh SeHun'em w altanie, i się rozłącz. - Zacząłem się śmiać.
-A czemu ty nie możesz? - zapytałem próbując zdusić śmiech.
-Bo mój głos rozpozna.
-Dobra. - Wybrałem numer i zadzwoniłem.
~Halo?
-Dobry wieczór.
~Która to godzina? Kto mówi.
-Anonim. Chciałem panu powiedzieć, że pański syn rucha się jak głupi z Oh Sehun'em w altanie.
I się rozłączył.
ChanYeol wysiadł z samochodu z aparatem i podszedł bliżej altany. Wtopił się w tło.
-Ty chuju! Co kurwa posuwasz mojego syna?! Spierdalaj! - Nagle SeHun wybiegł z altany w samych bokserkach, a Yeol zaczął cykać mu zdjęcia.
-Chodź LuHan! Musimy sobie kurwa porozmawiać. - Jego ojciec ciągnął go za nadgarstek. Także był w samych bokserkach. ChanYeolli nie mógł się powstrzymać i też zrobił mu zdjęcie. Gdy nie było już nikogo Chan zakradł się do altany i zabrał rzeczy SeHun'a. Wziął je pod pachę i powoli zbliżał się do vana.
-Po co ci to było? - Zacząłem się śmiać jak głupi.
-Chciałem się zabawić. - Też zaczął się śmiać. - Dobra teraz jedziemy do domu.
-Chciałeś się zabawić o 1.00 w nocy?
-Tak. Dobra jedź już do domu.
Odpaliłem silnik i ruszyliśmy do domu.

                                                            ***
Zaparkowałem w garażu i obaj poszliśmy na górę. Usiadłem na łóżku i przetarłem oczy. ChanYeol usiadł obok mnie. Patrzył się na mnie przez chwilę. Pocałował mnie w policzek, a gdy przekręciłem głowę, wbił się w moje usta. Położyłem się na łóżku, a Chan ułożył się między moimi nogami. Całowaliśmy się namiętnie gdy...
-CHANYEOL!!!!! DO DOMU!!!!!!! W TEJ CHWILI!!!!!!!!! -Tata ChanYeol'a. Oboje się roześmialiśmy.
-Do zobaczenia jutro skarbie ty mój.
-Żegnaj mój książę. - Pomachałem mu, a ten zaczął wychodzić przez okno.
-IDE!!!! -zawołał do taty który siedział przed oknem wypatrując swojego syna.
Jeszcze raz wybuchnąłem śmiechem.