poniedziałek, 17 lipca 2017

Fifty Shades of ChanYeol

Wychodzę z budynku ciężko oddychając. Przez ten czas który tak spędziłem zdążyło się rozpadać. Pozwalam chłodnym kroplom opadać na moje ciało. Jest mi tak gorąco.
Otwieram samochód i władam kluczyki do stacyjki. Przekręcam je, ale auto nie chce zapalić. Próbuje ponownie kilka razy, ale nic z tego. Wyciągam telefon i wybieram numer do Sehun'a. Nie odbiera. Pewnie zasnął oglądając jakiś nudny film. W uszach odbija się dźwięk kropki deszczu, które lądują na przedniej szybie. Wyciągam telefon i puszczam jakąś wolną piosenkę, która pasuje do panującej pogody.
Po około godzinie ktoś zapukał w szybę. Podniosłem wzrok i ukazała mi się idealna sylwetka Park ChanYeol'a. Szybko się wyprostowałem i otworzyłem okno.
-Coś się stało, panie Byun? Dlaczego nie pojechał pan do domu? - Zapytał wyraźnie zdziwiony, że dalej jestem pod jego firmą.
-Umm... Samochód nie chce odpalić. Próbowałem dodzwonić się do Sehun'a, ale nie odbiera. - Podrapałem się w zakłopotaniu po karku.
-No to może pojedzie pan ze mną? Jest już za późno żeby sam pan wracał. Przenocuje...
-Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. Nie chcę panu robić kłopotów.
-To nie będzie żaden kłopot, panie Byun. Za chwilę przyjedzie mój szofer. Zawiezie nas do rezydencji, gdzie pan przenocuje, a rano jeżeli samochód wciąż będzie niesprawny, Jongdae zawiezie pana do domu. - Uśmiechnął się zimno i otworzył mi drzwi abym mógł wysiąść.
Nie miałem co zrobić, więc się zgodziłem. Napisałem do Sehun'a SMSa, że zostaje na noc u Park'a i żeby nie wyobrażał sobie za dużo bo wpadnie na złe wnioski.
Przed nami zatrzymało się eleganckie Porsche. ChanYeol otworzył mi drzwi, gestem ręki zaprosił mnie do środka. Oblany soczystym rumieńcem usadowiłem się na tylnym fotelu, a pan Park obok mnie. Tapicerka była w kolorze bardzo jasnego beżu, która idealnie komponowała się z czarnym garniturem ChanYeol'a.
Po paru minutach ciszy pan Park spojrzał na mnie i rozpoczął rozmowę.
-BaekHyun'ie, wiem, że może Cię to speszyć, ale muszę Ci to powiedzieć. Podobasz mi się. - Otwarłem buzię ze zdziwienia. Jestem nikim, a zainteresował się mną człowiek, który może mieć wszystkich i wszytko, - Nie będę tego ukrywał. Masz przepiękną, gładką cerę, zadbane dłonie i idealną figurę. - Świdrował mnie swoim wzrokiem połączonym z wyuczonym, firmowym uśmieszkiem. Błądziłem wzrokiem po całym samochodzie. Zwróciłem też uwagę na kierowcę, który słyszał wszytko co pan Park powiedział. Na jego twarzy była zauważalna jedynie obojętność. - BaekHyun'ie, proszę powiedz coś.
-Ja... Ja nie wiem co mam o tym myśleć. Znamy się kilka godzin, Nie wiem o panu za wiele, jak i pan o mnie. Powinienem się nad tym raczej zastanowić. Jest to również dziwne, że zainteresował się pan mną. Jestem nikim, a pan jest szefem wielkiej korporacji...
-Oczywiście, że dam Ci się nad wszystkim zastanowić. Do tego wszystko wyjaśnię Ci jak dojedziemy do rezydencji. Poza tym nie uważam, że jesteś nikim, wręcz  przeciwnie. Zainteresowałeś mnie sobą, swoim zachowaniem, całym sobą. Chcę wiedzieć o tobie więcej i zdaję mi się, że ty o mnie też. To, że jestem szefem wielkiej korporacji nie ma żadnego znaczenia. Oboje mamy pracę i jakoś z tym żyjemy. Nasz związek nie będzie niczemu przeszkadzał.
Chciałem coś dopowiedzieć, jednak samochód zatrzymał się pod dużym nowoczesnym budynkiem z pięknym ogrodem. Szofer wysiadł z pojazdu, otworzył drzwi Park'owi, a ten przeszedł na drugą stronę samochodu i otworzył drzwi mnie. Podał rękę, którą chcąc, nie chcąc ochoczo złapałem. Ten uśmiechnął się i pociągnął mnie za sobą. Nie było żadnych protestów z mojej strony, lecz na usta cisnęło się ich dość sporo.
ChanYeol otworzył drzwi. Pięknie i nad wyraz skromnie urządzone pomieszczenie. Ściany były w odcieniu podchodzącego do bieli popielu. Ciemne kafle zdobiły podłogę. Biała szafa na buty i płaszcza idealnie komponowała się z całym pomieszczeniem. Gdy przeszliśmy kawałek dalej zauważyłem schody i pięknie przeszkloną ścianę, z której było widać żyjące miasto. Przy oknach stał duży, czarny fortepian, przeszedłem obok, smyrając po drewnie opuszkami palców.
-Czuj się jak u siebie w domu. - Mów wzrok automatycznie pofrunął do właściciela głosu. Wchodził do otwartej kuchni. Była ona urządzona w podobnym stylu i barwach. Pan Park sięgnął do lodówki po wodę, pytając się czy też chcę. Skinąłem głową.
-Nie umiem. - Popatrzył na mnie ze zdziwieniem i podszedł do mnie bliżej. - Nie umiem zachować się tutaj jak u siebie w domu. Mieszkanie, w którym mieszkam jest małe, pomalowane w ciepłych odcieniach brązu. Jest bardzo tanio urządzone. Tutaj jest wszystko odwrotnie. Jasne pomieszczenia. Boję się czegokolwiek dotknąć, bo boję się, że zaraz coś zniszczę.
Nic nie odpowiedział, jedynie skinął głową. Usiadł na małym fotelu i wpatrywał się w obraz za oknem. Nastała między nami cisza. Nie była ona nie zręczna, tylko przyjemna,
-Z czasem się przyzwyczaisz.  - Wstał i poszedł schodami na górę. Stałem w osłupieniu, ze szklanką wody w ręce. Co miał na myśli mówiąc, że się przyzwyczaję? Dlaczego zawiózł mnie tutaj, a nie do mojego mieszkania? Wspominał coś o tym, że się mu podobam. Do czego on zmierza?
Nim zdążyłem wymyślić w głowie odpowiedź na jakiekolwiek z pytań, usłyszałem koki zbliżające się w moją stronę. Odwróciłem głowę i zobaczyłem pana Parka trzymającego dużą kopertę.
Podszedł do mnie i wręczył mi ją.
-Jak już wspominałem, podobasz mi się.Miałem ci wszytko wytłumaczyć, ale zajęłoby to za dużo czasu. Tutaj masz kontrakt, wszytko dokładnie wypisane. Jeśli nie będziesz czegoś rozumiał, napisz maila.
-Jaki kontrakt? O co chodzi? - ChanYeol wydawał się być normalną osobą, która się ustatkowała, drobiła majątku i szacunku na prawie całym świecie. Nie sądziłem, że potrzebuje jakiegoś kontraktu na spotykanie się.
-To jest umowa poufności. Mój prawnik na nią nalega. Jeśli nie będziesz chciał, nie będę cię zmuszał do podpisania tego. - Usiadł na białej, skórzanej kanapie i skinął głową abym usiadł koło niego.
-Po co ta umowa? Chodzi o to, że nie mogę powiedzieć nikomu, że będziemy się spotykać?...
-Nie o to chodzi. Ja... nie bawię się w spotykanie, randki i tym podobne. Mam takie swoje zabawy.
-Zabawy? - Uniosłem z wrażenia brwi.
-Chodź. - Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Lekko ja złapałem i Park pociągnął mnie przez nie kończący się korytarz. Na ścianach wisiały obrazy, których ja sztuką ich nie nazwał. Były to dziwne bohomazy, kolorowe wzroki itp. Po chwili stanęliśmy pod białymi drzwiami. ChanYeol stanął przodem do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Teraz otworzę te drzwi. Jak będziesz chciał zawsze możesz wyjść.

wtorek, 4 lipca 2017

Fifty Shades Of ChanYeol


Patrzyłem w lustro poprawiając niesforną grzywkę opadającą na czoło. Do diabła z tymi włosami i Oh Sehun'em, który akurat dzisiaj się rozchorował, jakby nie mógł w każdy inny dzień.
Sehun to mój współlokator mieszkamy razem od kiedy poznaliśmy się na uczelni. Jego rodzice kupili mu mieszkanie przy szkole żaby nie musiał daleko chodzić czy jeździć komunikacją miejska. Dokładam się trochę do czynszu, chociaż Oh mówi, że to nie potrzebne.
Spojrzałem jeszcze raz w lustro i stwierdziłem, że już nic z niesfornymi włosami nie mogę zrobić, wiec tylko rozczochrałem je ręką w coś typu artystycznego nieładu.
Sehun siedział na kanapie w jednoczęściowej pidżamie w kropki, którą ubierał gdy miał złamane serce, był chory lub po prostu z powodu złego samopoczucia. Na kolanach miał laptopa i przeglądał jakieś media społecznościowe. Na stoliku obok stał kubek z herbatą.
-Jak się czujesz? - Zapytałem podchodząc bliżej i całując go w czubek głowy.
-Nie najgorzej - Uśmiechnął się blado. Jego cienie pod oczami i mowa przez nos mówiły coś innego. - Masz pytania i dyktafon?
-Mam wszystko. - pomachałem mu przed oczyma plikiem kartek i małym czarnym urządzeniem. - Wezmę twój samochód. Trzeba zrobić jakieś pierwsze, dobre wrażenie. - Ubrałem buty, wziąłem kluczyki do reki i jeszcze raz spojrzałem na rozchorowanego Sehun'a - Jakby coś się działo to dzwoń. - i wyszedłem z domu.
***
Stałem przed wielkim biurowcem z wielkim logiem PCY S.A. Wszedłem przez drzwi obrotowe i moim oczom ukazały się białe jak śnieg ściany. Idealnie kontrastowały z nimi czarne meble. Podszedłem do windy. Na 32 pietrze było biuro pana Park'a. Wszedłem do windy i wcisnąłem odpowiednie piętro. W moim uszach rozbrzmiewała irytująca muzyka z głośników. Stalowe drzwi otworzyły się, a mi ukazało się podobne pomieszczenie jak te na parterze. Podszedłem do miło wyglądającej blondynki siedzącej za biurkiem.
-Witam, bylem umówiony z panem Park'iem.
-Pan Oh Sehun? Zapraszam za mną. Mogę wziąć panu płaszcz? - Przytaknąłem, ściągnąłem z ramion okrycie i podałem pracownicy. Ta powiesiła go na wieszaku i poszła przodem. Podreptałem za nią. Stanęliśmy przed wielkimi drzwiami z ciemnego drewna. Wyglądały na bardzo ciężkie.
-Pan Park czeka na pana w środku. - Ukłoniła się i odeszła.
Przygotowałem się do otworzenia mocarnych drzwi i z całej siły popchnąłem je. Upadłem na podłogę nie spodziewając się, że są on tak lekkie. Podniosłem wzrok ku górze i zobaczyłem jak mężczyzna zbliża się do mnie.
-Pan Oh Sehun? Nic panu nie jest? - Wyciągnął do mnie dłoń i pomógł mi wstać. Gdy już stałem na równych nogach, otrzepałem lekko spodnie i dopiero spojrzałem na Park'a. Spodziewałem się raczej podstarzałego mężczyzny kolo 40 lat, z prześwitami siwych kosmyków. Mężczyzną, który stał przede mną miał koło 24 lat. Blada cera, pełne usta, duże, szczęśliwe oczy i odstające uszy. Włosy miał w odcieniu ciemnego brązu, lekko zaczesane do tylu co dodawało mu trochę więcej powagi. Idealnie dopasowany garnitur opinał jego barki. Wyglądał nieziemsko.
-Właściwie, to nie Oh Sehun... - Na jego twarzy zagościło zdziwienie. - Nazywam się Byun BaekHyun. Sehun jest moim współlokatorem i niestety się rozchorował. Nie chciał tego przekładać, wiec poprosił mnie żebym go zastąpił.
-W takim razie dobrze. - Przez jego obojętny ton miałem ciarki na plecach . - Proszę usiąść. - Gestem dłoni wskazał fotel na przeciwko biurka. - Napije się pan czegoś? Kawy, herbaty? - Opał się na owym biurku i wlepił we mnie swój przenikliwy wzrok.
-Poproszę wodę. - Uśmiechnąłem się, na co ten przywołał sekretarkę i poprosił o szklankę wspomnianego napoju. Po krótkiej chwili wysoka, blond włosa kobieta przyniosła szklankę schłodzonej wody. Podziękowałem i zwróciłem się do pana Park'a.
-Mogę poprosić o coś do pisania? - Zapytałem, zakładając niesforny kosmyk włosów za ucho. Pan ChanYeol odwrócił się i podał mi czarny ołówek z wygrawerowanym jego inicjałami. - Dziękuję. - Uruchomiłem dyktafon co nie było takie proste i zajęło mi chwilkę. -Nie będzie panu przeszkadzać jak będziemy to nagrywać?
-Teraz mnie pan o to pyta? Po tym jak zadał sobie pan tyle trudu, by uruchomić dyktafon? - Na twarzy Park'a zagościł chytry uśmieszek.Czuję, że się rumienię. Pogrywa sobie ze mną? Chyba jednak się lituje i tylko dodaje. - Nie będzie mi to przeszkadzać.
-Czy pan Oh wyjaśnił panu cel tego wywiadu?
-Tak, ma się pojawić w kolejnym, ostatnim w tym roku akademickim numerze gazety studenckiej, ponieważ to ja mam wręczać absolwentom dyplomy.
-Świetne. - Przełknąłem nerwowo ślinę. - Mam kilka pytań, panie Park.
-Tego właśnie oczekiwałem. - Mówi zachowując śmiertelną powagę.
Nabija się ze mnie. Moje policzki płonął. Prostuje się aby wydać się wyższym i bardziej onieśmielającym.
-Jest pan bardzo młody jak na osobę, której udało stworzyć się takie imperium. Czemu zawdzięcza pan swój sukces? - Podnoszę na niego wzrok. Co prawda uśmiecha się, ale sprawia wrażenie nieco rozczarowanego.
-Biznes to ludzie, panie Byun, a mnie świetnie wychodzi ich ocena.Wiem jak pracują, co poprawia ich wyniki, co nie, co ich inspiruje i jak ich zmotywować. Zatrudniam wyjątkowy zespół i sowicie ich wynagradzam. - Przeszywa mnie spojrzeniem swoich ciemnych oczu.- Żywię przekonanie, że aby osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie trzeba stać się w niej mistrzem, poznać ją na wylot, każdy najmniejszy szczegół. Ciężko nad tym pracuje. Podejmuję decyzje, kierując się logiką i faktami. Instynkt pozwala mi dostrzec dobry pomysł i zająć się nim, a także zgromadzić dobrych ludzi. W tym właśnie sedno: wszystko zawsze się sprowadza do dobrych ludzi.
-Może ma pan po prostu szczęście - To nie znajduje się na liście Sehun'a, ale on jest tak arogancki. Przez chwilę w jego widzę zaskoczenie.
-Nie uznaję czegoś takiego jak szczęście czy traf, panie Byun. Wygląda na to, że im ciężej pracuje, tym więcej mam szczęścia. Na prawdę wszystko jest uzależnione od tego, czy ma się w zespole odpowiednich ludzi i czy należycie pożytkuje się ich energię.
-Widzę, że lubi pan rządzić. - Te słowa wydostają się z moich ust bez mojej wiedzy.
-Och, sprawuję kontrole we wszystkich dziedzinach życia, panie Byun. - Mówi, ale jego uśmiech pozbawiony jest wszelkich emocji. Patrzę na niego, a on odpowiada mi spojrzeniem bacznym i beznamiętnym . Dlaczego czuję się przy nim taki malutki? Może to kwestia jego atrakcyjności, przeszywającego spojrzenia, sposobu w jaki kciukiem przesuwa po dolnej wardze. - Poza tym ogromną władzę człowiek zdobywa w tedy, gdy przekona samego siebie, iż urodził się po to, aby sprawować kontrole.
-Uważa pan, że ma ogromną władzę?
-Mam cztery tysiące pracowników, panie Byun. Zapewnia mi to swoiste poczucie odpowiedzialności, władzy, jeśli takie określenie panu bardziej odpowiada. Gdybym podjął decyzję, że nie interesuje mnie już branża telekomunikacyjna i sprzedałbym firmę, po mniej więcej miesiącu dwadzieścia tysięcy ludzi miałoby problem ze spłatą hipoteki.
Moje usta samowolnie się otwierają. Jego brak pokory wyprawia mnie w osłupienie.
-Mam wrażenie, jakby mówiło to pańskie serce, a nie logika i fakty. - Dostrzegam drgnięcie kącika jego ust. Jego ciemne tęczówki wpatrują się we mnie bacznie.
-Możliwe. Choć niektórzy powiedzieliby, że ja nie mam serca.
-Dlaczego mieliby tak mówić?
-Bo dobrze mnie znają. - Wykrzywia usta w cierpkim uśmiechu.
-Czy pańscy przyjaciele powiedzieliby, że łatwo pana poznać? - I natychmiast żałuje tego pytania. Nie ma go na liście Sehun'a.
-Mocno bronię swojej prywatności, panie Byun'ie. Rzadko udzielam wywiadów.
-Dlaczego więc na ten się pan zgodził?
-Ponieważ jestem dobroczyńcą waszej uczelni, no i naprawdę powiedziawszy pan Oh nie pozwalał się zbyć. Poza tym pan Oh wiercił dziurę w brzuchu moim pracownikom. Z jednej strony podziwiam go za ten upór.
Wiem jak uparty potrafi być Sehun dlatego właśnie siedzę tutaj i kulę się pod badawczym spojrzeniem Parka gdy tym czasem powinienem uczyć się do egzaminów.
-Inwestuje pan także w technologie rolnicze. Skąd pańskie zainteresowanie akurat tą branżą?
-Nie da się jeść pieniędzy, panie Byun, a zbyt wielu ludzi na tej planecie jest niedożywionych.
-Bardzo filantropijne podejście. Czy to właśnie jest pańską pasją? Nakarmienie tego świata? Pomoc potrzebującym? - Wzrusza niezobowiązująco ramionami.
-To całkiem niezły biznes. - Stwierdza choć wydaje mi się, że nie mówi tego szczerze. Jaki to ma sens: karmienie biednych tego świata? Nie widzę w tym żadnych korzyści finansowych. Zerkam na kolejne pytanie skonsternowany.
-Ma pan swoją filozofię? A jeśli tak to jaką?
-Nie mam filozofii jako takiej. Za to zasadę przewodnią. Słowa Andrew Carnegiego: "Ten kto posiądzie umiejętność władania własnym umysłem może objąć w posiadanie wszytko inne do czego ma słuszne prawo." Z determinacją dążę do calu. Lubię kontrolę nad samym sobą jak nad innymi, którzy mnie otaczają.
-A więc chce pan obejmować rzeczy w posiadanie?
-Chcę zasługiwać na to, aby je posiadać, ale owszem, tak można to ująć.
-Mówi pan jak konsument pierwszej wody.
-Bo nim jestem.
Uśmiecha się, ale uśmiech nie dociera do oczu. Po raz kolejny nie pasuje do kogoś kto chce nakarmić świat, nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że mówimy o czymś, tyle że nie mam pojęcia o czym.
Przełykam ślinę. Panująca w gabinecie temperatura uległa podwyższeniu, a może tylko ja to tak odczuwam. Zerkam na kolejne pytanie i miętolę skrawek koszulki.
-Czy jest pan gejem, panie Park?
Wciągam głośno powietrze. Kulę się lekko z zażenowania. Strzelam wielkiego buraka. Lekko poprawiam włosy podnosząc wzrok. ChanYeol patrzy na mnie z perfidnym uśmieszkiem. Widać, że na prawym policzku pojawił mu się dołeczek.
-Przepraszam.... za to pytanie... Sehun jest dość.... - Próbuję wszystko sprostować, jednak zgubiłem język we własnej gębie.
-Wścibski? Ciekawski? - Unosi brew do góry i wlepia we mnie swój przeszywający wzrok.
-Dokładnie...
-Wracając do pytania. Tak, jestem gejem.
Po gabinecie rozległo się pukanie do drzwi. Do gabinet weszła pracownica - kolejna blondynka.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale panie Park, ma pan spotkanie.
-Jeszcze nie skończyliśmy, Andreo. Proszę odwołaj to spotkanie.
Andrea trochę się waha i wlepia w szefa wzrok. Skina głową, wychodzi z pomieszczenia zostawiając nas samych.
-Na czym my to skończyliśmy, panie Byun'ie?
-Och, ja naprawdę nie chcę panu przeszkadzać...
-Chciałbym dowiedzieć się coś o panu. Tak dla wyrównania rachunków. - W jego ciemnych oczach pojawiła się iskierka ciekawości.
-Nie wiele tego jest. - mówię, rumieniąc się po raz enty.
-Co ma pan w planach po ukończeniu studiów? - Wzruszam ramionami, zakłopotany jego zainteresowaniem. Jechać do Los Angeles z Sehun'em, znaleźć pracę, Tak na prawdę nie wybiegam tak daleko myślami w przyszłość.
-Jeszcze nie poczyniłem planów, panie Park. Na razie muszę zdać egzaminy końcowe-Do których powinienem się teraz przygotowywać, a nie siedzieć w tym okazałym, eleganckim, sterylnym gabinecie, kuląc się pod twoim badawczym spojrzeniem.
-Mamy tutaj doskonały program dla stażystów- mówi cicho. Unoszę z zaskoczeniem brwi. Proponuje mi pracę.
-Och będę to mieć na uwadze-dukam skonfundowany.- Choć nie jestem pewny, czy bym tutaj pasował- O nie. Znowu myślę na głos.
-Dlaczego tak pan uważa?- Zaintrygowany przechyla głowę na bok, a przez jego twarz przemyka coś na kształt uśmiechu.
-To chyba oczywiste. - Jestem niezgrabny, jestem mężczyzną i nie mam włosów w kolorze blond.
-Dla mnie nie. - Uśmiecha się i czuję już dziwny skurcz jakiś dziwnych mięśni w brzuchu. Muszę stąd wyjść. Jak najszybciej. Sięgam ręką po dyktafon.
-Może odprowadzić pana? - pyta.
-Jestem pewny, że ma pan dużo więcej ważniejszych spraw na głowie, a mnie czeka długa droga.
-Gdzie pan mieszka?
-W Riverside. Nie jest to jakoś bardzo daleko, ale o tej godzinie pewnie będą korki. - Uśmiecham się blado i chowam niesforny włos za ucho.
-Och, a więc niech wraca pan ostrożnie - Ton ma surowy, autorytarny. - Otrzymał pan wszystko, co trzeba?
-Tak, proszę pana. - Odpowiadam wrzucając dyktafon do torby. - Dziękuję za rozmowę, panie Park.
-Cała przyjemność po mojej stronie. - Jak zwykle uprzejmy.
Gdy wstaję, on także podnosi się z fotela i wyciąga rękę.
-Do zobaczenia, panie Byun.- Brzmi to jak wyzwanie, albo groźba. Nie mam pewności. Ponownie ujmuję jego dłoń dziwiąc się, że występują pomiędzy nami dziwne iskry.
-Panie Park. - Kiwam głową.
Sprężystym krokiem podchodzi do drzwi po czym otwiera mi je na oścież.
-Chcę dopilnować aby panu się nic nie stało, panie Byun. - Czuję, że w myślach śmieje się z tego jak się przewróciłem wchodząc tutaj. Oblewam się rumieńcem.
-Jest pan bardzo uprzejmy, panie Park. - Wychodzę, a on kroczy za mną. Dziwiłem się, tak jak dwie recepcjonistki siedzące za biurkiem, Blondynka, którą już zdążyłem poznać - Andrea, wstała jak poparzona z fotela i podbiegła do nas.
-Miał pan płaszcz? - Zapytała z firmowym uśmiechem.
-Tak. - Przynosi moje palto, które przechwytuje Park. Przytrzymuje je dla mnie, a ja zażenowany wkładam ręce w rękawy. Po chwili ChanYeol kładzie swoje wielkie dłonie na moich ramionach, a ja wciągam głośno powietrze. Jeśli zauważył moją reakcję to nie daje nic po sobie poznać. Palcem wskazującym klika przycisk przywołując windę. Stoimy tak aż stalowe drzwi się nie otworzą.Wchodzę to sterylnej windy, odwracam się i patrzę wyższemu prosto w oczy.
-BaekHyun'ie. - Mówi pożegnalnie.
-ChanYeol. - Odpowiadam po czym zasuwają się drzwi.
_____________________________________
Rozdział jest bardzo, bardzo podobny do książki, nawet bardziej skopiowany, wiem, ale chciałam jakoś to zacząć, więc w następnych rozdziałach będzie więcej czegoś ode mnie. 
Książka "Pięćdziesiąt twarzy Greya", autorstwa
 E.L. James