... I czekałem na ruch tygrysa. On tylko przewrócił się na brzuch i ziewnął ukazując swoje śnieżno-białe zęby po czym wstał i przeciągnął się. Podszedł powolnym krokiem do mięsa i zaczął je wąchać. Rozbawiło mnie to. Gdy się zaśmiałem Jong nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Przyjrzałem się jego błękitnym oczom. Były takie hipnotyzujące. Można było się w nie patrzeć godzinami. Odciągnął mnie od nich głos mężczyzny.
-Dzień dobry - Nie znałem tego głosu. Odwróciłem się. Był to dość wysoki hindus w średnim wieku. Miał on lekko ciemną karnację, i burzę kruczo-czarnych włosów na głowie. Był ubrany w białe spodnie 3/4 i jasno-błękitną koszulę. Na jego szyi był zawieszony mały kamyczek o morskim kolorze.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?-W sumie to w niczym, chciałem tylko zobaczyć to piękne zwierze.
-To... ja nie będę panu przeszkadzał w podziwianiu. - Ukłoniłem się i wyszedłem. Zadawałem sobie masą pytań. Dlaczego jakiś facet zaczął się interesować Jong'iem?
***
Wszedłem do stodoły by zobaczyć jak się ma mój przyjaciel. Koło niego stał jakiś mały człowiek. Miał on blond włosy, jak kłosy zbóż, ładnie zarysowaną szczękę i piwne oczy. Miał na sobie czarne adidasy, jeansy, dość luźne w łydkach i czarno-szarą koszulę w kratkę. Chciałem się odwrócić na pięcie i wyjść ale...
-O! Ty pewnie jesteś Kibum? Miło mi. Jestem Fei.-Dzień dobry. Także mi miło. Mogę wiedzieć kim pan jest?
-Oczywiście. Zajmuję się tresurą tygrysów i ogólnie dzikich kotów. Twój szef zatrudnił mnie, abym zaczął trenować zwierzęta.
-Ciekawie. Może panu w czymś pomóc?
-Nie mów mi na "pan", nie czuję się jeszcze aż taki stary - Fei zachichotał ze swojego żartu. - I, tak możesz mi pomóc. Wiesz gdzie tygrys ma obrożę lub jakiś łańcuch?
-Tak, mam przynieść?
-Jak byś mógł. - starszy cały czas się uśmiechał, ukazując swe białe uzębienie.
-Dobrze - odwróciłem się i poszedłem po obrożę. Gdy ją przyniosłem, dałem ją starszemu do ręki, a ten odpiął ją, otworzył klatkę i powoli wszedł do środka. Jong wstał i cofnął się dwa kroki do tyłu. Zawarczał na trenera. Ten automatycznie się cofnął.
-Chyba za mną nie przepada. - przykucnął i oparł ręce na kolanach. - Chciałbyś spróbować? Jeśli ci się nie uda to po prostu wyjdź. OK?
-OK - Zaczekałem aż Fei wyjdzie z klatki, a ja do niej wszedłem. Przykucnąłem i podszedłem bliżej tygrysa. Na mnie tak nie zareagował. Najpierw go pogłaskałem po włochatym łbie. Następnie przybliżyłem się jeszcze bardziej i ubrałem mu obrożę. Łańcuch, który był przypięty do obroży chwyciłem do ręki i wyszedłem z klatki. Jong wyskoczył tuż za mną.
-Nie wiarygodne. - Fei otworzył szerzej oczy ze zdumienia. - Gdzie się tego nauczyłeś?-Nigdzie. Szczerze, nawet nie wiem jak to zrobiłem. - Tygrys stanął obok mnie. Ręką głaskałem jego kark. Mruczał, więc stwierdziłem, że mu się to podoba.
-Chcesz może obejrzeć trening? Jeśli chcesz będziesz mi mógł pomagać.
-Z miłą chęcią. A i mam do ciebie pytanie...
-Kto pyta nie błądzi - uśmiechnął się chytrze. I ruszył w stronę dużej hali.
-Czy na czas treningów tygrys jest twój?-Tylko na czas treningów. A dlaczego pytasz?
-Tak po prostu. A mógłbym czasami przychodzić tam do stodoły i siedzieć przy nim?
-Tak, nie widzę większego problemu. - Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem.
Gdy doszliśmy do hali, Fei zapalił światło i rozstawił parę ćwiczeń dla Jong’a. Przysiadłem na ziemi, a tygrys był już w posiadaniu trenera. Najpierw z nim trochę pobiegał, aby się rozruszał i rozprostował kości. Później przeszli na wskakiwanie i zeskakiwanie ze skrzyni. Myślałem, że trenerzy robią jakieś sztuczki, takie jak widziałem w filmach animowanych, że dzikie koty skaczą przez palącą się obręcz. Jednak to by było niebezpieczne. Po ćwiczeniach "rozciągających" podszedł bliżej tygrysa i pogłaskał go. Fei odszedł do małego kantorka i wyciągnął z niego obręcz. Zawołał mnie gestem ręki, a ja wstałem i podszedłem do niego. Dał mi do ręki obręcz i kazał ją trzymać w miarę równo. Odpiął od Jong’a łańcuch i pokazał ręką na obręcz. Gdy to nic nie dało pogonił go lekko batem, lecz nie śmiał go nawet uderzyć. Gdy to zadziałało, JongHyun zaczął galopować na obręcz i skoczył w nią. Przeleciał przez sam środek. Po postawieniu wszystkich łap na ziemi, podszedł do mnie i zaczął się łasić do mojej nogi, którą oblało ciepło.
-No, to koniec na dziś. Kibum, mógłbyś odprowadzić tygrysa do klatki? Byłbym bardzo wdzięczny. - zrobił minę zbitego psa.
-Dobrze. - Lekko się uśmiechnąłem i wziąłem łańcuch i przypiąłem go do obroży Jong’a. Poluzowałem mu trochę obrożę i ruszyłem z nim w stronę stodoły.***
Odwiesiłem obrożę na swoje miejsce i wyszedłem ze stodoły. Ruszyłem szybkim krokiem do swojego pokoju i zabrałem z niego ciepły, polarowy koc w kratkę, pamiętnik , ołówek i gumkę do gumowania. Wyszedłem i zamknąłem drzwi na klucz. Kawałek metalu schowałem do kieszeni i ruszyłem w stronę stodoły. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Poszedłem w stronę klatki i usiadłem na kostce siana.
-Dobry wieczór. Nie masz nic przeciwko jak sobie tu posiedzę? - Spojrzałem na Jong’a. Ten jedynie wypuścił powietrze i otworzył oczy. Patrzył się na mnie swoimi pięknymi oczyma. Otworzyłem swój pamiętnik na wolnej stronie i zacząłem rysować tygrysa. Z internetu dowiedziałem się, że pasy na ciele tygrysa są jak odciski palców u człowieka. Nie ma dwóch takich samych, więc zwróciłem największą uwagę na dokładne narysowanie pręg na ciele. Niestety, nigdy nie wyjdą mi one równe. Jednak nie były aż takie złe.
_________________________________________________________________
Mam nadzieję , że to nie jest aż takie złe ;) Mogę liczyć na komentarze?