Paring: Bilbo/Thorin
Gatunek: Agnst, Dramat (?), romans, fantasy
Ostrzeżenia: ----
Od autorki: Ostatnio zaczęłam znowu oglądać "Hobbit" i wymyśliłam właśnie ten paring. Chyba jest pierwszy w internetach... Ogólnie opowiadanie będzie się różnić od filmu. Mam nadzieję, że się spodoba i zapraszam do czytania.
W tedy Smaug wzniósł się w powietrze, rozłożył skrzydła na całą objętość i poleciał w stronę Miasta Na Jeziorze.
Król miasta załadował całe złoto jakie było w skarbcu na małą, drewnianą łódkę. Wraz ze swoim zastępcą i pomagierami starał jak najszybciej wypłynąć z miasta. Niestety łódź była za ciężka, podtapiała się. Król wyrzucił trochę złota do wody, lecz to nie pomagało. Wyrzucił za burtę jednego ze swoich pomocników. Najwyraźniej jego mu szkoda nie było. Złotymi kielichami wylewali wodę z łodzi. Nie udało im się wybrać całej. Łódź już się nie zatapiała, ale płynęła za wolno. Po ich lewej stronie buchnęło gorąco. Smok już zaatakował wyspę. Ognista smuga powędrowała do jednego końca wyspy do drugiego, dzieląc ją na pół.
Na moście było więzienie, w którym przebywał Bard. Nie chciał zginąć. Musiał żyć dla swojej żony i dzieci. Musiał się jakoś stamtąd wydostać. Wyciągnął nóż z kieszeni i wziął do ręki koce które leżały na desce. Pociął je na grube pasy i związał jeden z drugim. Oba końce przywiązał do stalowych krat. Widział, że nadpływa król. Gdy byli już nad nim wyrzucił "linę" przez kraty. Wylądowała ona na szyi króla. Pociągnęła go do tyłu. Sznur osadził się na szyi. Zaciągnął króla do tyłu, a ten oparł się na mocnej drewnianej beli. Dusił się. Kraty nie wytrzymały. Zostały wyrwane. Bard wspiął się na dach więzienia i biegiem ruszył w stroną składowiska broni. Zabrał wszystko co mu jest potrzebne.
***
-Szkoda tych ludzi. Nie zasłużyli na to. - smutnym głosem powiedział Balin.
-To są ludzie. Nie są nam potrzebni. - Tohorin powiedział poważnym tonem i wycofał się w do Ereboru.
-Thorinie! To przez nas ci ludzie tam cierpią, giną i Bóg wie co jeszcze. Nie żal Ci ich? - Bilbo podszedł do Thorina i objął go ramieniem. Ten szybko strzepnął jego jego rękę. Nie odzywając się. Szedł dalej przed siebie. Nie odwracał się.
-Szukajcie! - Krzyknął gdy usłyszał jak reszta kompani także zmierza w to samo miejsce.
-Czego? - Odparli jednocześnie. Tylko Bilbo stał cicho ze wzrokiem wbitym w podłogę.
-Serca Góry. - powiedział prawie szeptem. - Jest gdzieś w złocie. Musicie je znaleźć! - Nie wiadomo dlaczego Thorinowi tak bardzo zależało na tym szlachetnym kamieniu. On go pragnął. Nie zadowalały go Elfie klejnoty z blasku księżyca, piękne rubiny, diamenty...
-Dobrze wiesz, że szukaliśmy. I to nie raz. Nie ma go tutaj. - Balin zrobił dwa kroki w stronę króla Krasnoludów.
-Musi tu być! - Thorin uparcie trzymał swojego.
Kili, Fili, Oin, Bifur i Bombur ruszyli w stronę kamiennego muru. W ten zatrzęsła się Ziemia.
***
W ten zatrzęsła się ziemia. Smok padł. Trafiła go czarna strzała.
Bard wziął wszystkie potrzebne rzeczy i udał się na najwyższą, jeszcze stojącą wierzę. Wspiął się na nią i od razu naciągnął łuk i strzałą trafił smoka lecz ona nic nie dała. Jedynie czarna strzała przebije jego skórę. Kiedyś także starał się zabić smoka. Jednak nie udało się to mu. Naruszył jedynie łuskę w okolicach serca. Nadal próbował trafić strzałą w jakiś czuły punkt smoka. Niespodziewanie została tylko jedna zwykła strzała.
-Hmm... cóż to za śmiałek? Kim jesteś? - Smaug zauważył Barda. Ten jednak się nie odezwał tylko wziął strzałę do ręki i wycelował nią w smoka, jednak jej nie puścił. Bał się. Kropla potu spłynęła mu po czole mieszając się z brudem. - Nie jest z ciebie śmiałek tylko głupiec! Naprawdę myślisz, że mnie pokonasz?! Jestem nie zniszczalny! Jestem postrachem wszystkich! I ty?! Jeden. Sam. Nikt ci nie pomoże!
-Nie chcę by ktoś mi pomagał. - Bard spuścił strzałę.Także to nic nie dało.
Smok roześmiał się i machną ogonem w stronę wspomnianego mężczyzny. Bard osunął się na ostatki drewnianych desek.
Wziął w rękę czarną strzałę, napiął łuk i... Smok powstał, a Bard uwolnił strzałę, a ta trafiła w czuły punkt Smauga. Smok miał już wystrzelić ognistą torpedę w stronę łucznika, Smok padł na ziemię. Próbował wznieść się jeszcze w powietrze. Udało mu się to, resztkami sił. Ciężko dyszał. W końcu jego oczy straciły blask. Padł na ziemię. Przygniatając króla i jego złoto. Nie żyje. Smaug odszedł.
Jednak nieliczni mieszkańcy miasta nadal żyją i nie mają gdzie iść. Dryfują na odłamkach desek. Może woda ich wyrzuci na ląd.
__________________________________________________________
Okay, jest to nowa seria i będzie dodawana w krótkich rozdziałach. Mam nadzieję, że ten paring się Wam podoba. Wszelką krytykę przyjmę w komentarzach. ^^ Przepraszam za błędy jeśli takie się pojawią ^^