poniedziałek, 17 lipca 2017

Fifty Shades of ChanYeol

Wychodzę z budynku ciężko oddychając. Przez ten czas który tak spędziłem zdążyło się rozpadać. Pozwalam chłodnym kroplom opadać na moje ciało. Jest mi tak gorąco.
Otwieram samochód i władam kluczyki do stacyjki. Przekręcam je, ale auto nie chce zapalić. Próbuje ponownie kilka razy, ale nic z tego. Wyciągam telefon i wybieram numer do Sehun'a. Nie odbiera. Pewnie zasnął oglądając jakiś nudny film. W uszach odbija się dźwięk kropki deszczu, które lądują na przedniej szybie. Wyciągam telefon i puszczam jakąś wolną piosenkę, która pasuje do panującej pogody.
Po około godzinie ktoś zapukał w szybę. Podniosłem wzrok i ukazała mi się idealna sylwetka Park ChanYeol'a. Szybko się wyprostowałem i otworzyłem okno.
-Coś się stało, panie Byun? Dlaczego nie pojechał pan do domu? - Zapytał wyraźnie zdziwiony, że dalej jestem pod jego firmą.
-Umm... Samochód nie chce odpalić. Próbowałem dodzwonić się do Sehun'a, ale nie odbiera. - Podrapałem się w zakłopotaniu po karku.
-No to może pojedzie pan ze mną? Jest już za późno żeby sam pan wracał. Przenocuje...
-Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. Nie chcę panu robić kłopotów.
-To nie będzie żaden kłopot, panie Byun. Za chwilę przyjedzie mój szofer. Zawiezie nas do rezydencji, gdzie pan przenocuje, a rano jeżeli samochód wciąż będzie niesprawny, Jongdae zawiezie pana do domu. - Uśmiechnął się zimno i otworzył mi drzwi abym mógł wysiąść.
Nie miałem co zrobić, więc się zgodziłem. Napisałem do Sehun'a SMSa, że zostaje na noc u Park'a i żeby nie wyobrażał sobie za dużo bo wpadnie na złe wnioski.
Przed nami zatrzymało się eleganckie Porsche. ChanYeol otworzył mi drzwi, gestem ręki zaprosił mnie do środka. Oblany soczystym rumieńcem usadowiłem się na tylnym fotelu, a pan Park obok mnie. Tapicerka była w kolorze bardzo jasnego beżu, która idealnie komponowała się z czarnym garniturem ChanYeol'a.
Po paru minutach ciszy pan Park spojrzał na mnie i rozpoczął rozmowę.
-BaekHyun'ie, wiem, że może Cię to speszyć, ale muszę Ci to powiedzieć. Podobasz mi się. - Otwarłem buzię ze zdziwienia. Jestem nikim, a zainteresował się mną człowiek, który może mieć wszystkich i wszytko, - Nie będę tego ukrywał. Masz przepiękną, gładką cerę, zadbane dłonie i idealną figurę. - Świdrował mnie swoim wzrokiem połączonym z wyuczonym, firmowym uśmieszkiem. Błądziłem wzrokiem po całym samochodzie. Zwróciłem też uwagę na kierowcę, który słyszał wszytko co pan Park powiedział. Na jego twarzy była zauważalna jedynie obojętność. - BaekHyun'ie, proszę powiedz coś.
-Ja... Ja nie wiem co mam o tym myśleć. Znamy się kilka godzin, Nie wiem o panu za wiele, jak i pan o mnie. Powinienem się nad tym raczej zastanowić. Jest to również dziwne, że zainteresował się pan mną. Jestem nikim, a pan jest szefem wielkiej korporacji...
-Oczywiście, że dam Ci się nad wszystkim zastanowić. Do tego wszystko wyjaśnię Ci jak dojedziemy do rezydencji. Poza tym nie uważam, że jesteś nikim, wręcz  przeciwnie. Zainteresowałeś mnie sobą, swoim zachowaniem, całym sobą. Chcę wiedzieć o tobie więcej i zdaję mi się, że ty o mnie też. To, że jestem szefem wielkiej korporacji nie ma żadnego znaczenia. Oboje mamy pracę i jakoś z tym żyjemy. Nasz związek nie będzie niczemu przeszkadzał.
Chciałem coś dopowiedzieć, jednak samochód zatrzymał się pod dużym nowoczesnym budynkiem z pięknym ogrodem. Szofer wysiadł z pojazdu, otworzył drzwi Park'owi, a ten przeszedł na drugą stronę samochodu i otworzył drzwi mnie. Podał rękę, którą chcąc, nie chcąc ochoczo złapałem. Ten uśmiechnął się i pociągnął mnie za sobą. Nie było żadnych protestów z mojej strony, lecz na usta cisnęło się ich dość sporo.
ChanYeol otworzył drzwi. Pięknie i nad wyraz skromnie urządzone pomieszczenie. Ściany były w odcieniu podchodzącego do bieli popielu. Ciemne kafle zdobiły podłogę. Biała szafa na buty i płaszcza idealnie komponowała się z całym pomieszczeniem. Gdy przeszliśmy kawałek dalej zauważyłem schody i pięknie przeszkloną ścianę, z której było widać żyjące miasto. Przy oknach stał duży, czarny fortepian, przeszedłem obok, smyrając po drewnie opuszkami palców.
-Czuj się jak u siebie w domu. - Mów wzrok automatycznie pofrunął do właściciela głosu. Wchodził do otwartej kuchni. Była ona urządzona w podobnym stylu i barwach. Pan Park sięgnął do lodówki po wodę, pytając się czy też chcę. Skinąłem głową.
-Nie umiem. - Popatrzył na mnie ze zdziwieniem i podszedł do mnie bliżej. - Nie umiem zachować się tutaj jak u siebie w domu. Mieszkanie, w którym mieszkam jest małe, pomalowane w ciepłych odcieniach brązu. Jest bardzo tanio urządzone. Tutaj jest wszystko odwrotnie. Jasne pomieszczenia. Boję się czegokolwiek dotknąć, bo boję się, że zaraz coś zniszczę.
Nic nie odpowiedział, jedynie skinął głową. Usiadł na małym fotelu i wpatrywał się w obraz za oknem. Nastała między nami cisza. Nie była ona nie zręczna, tylko przyjemna,
-Z czasem się przyzwyczaisz.  - Wstał i poszedł schodami na górę. Stałem w osłupieniu, ze szklanką wody w ręce. Co miał na myśli mówiąc, że się przyzwyczaję? Dlaczego zawiózł mnie tutaj, a nie do mojego mieszkania? Wspominał coś o tym, że się mu podobam. Do czego on zmierza?
Nim zdążyłem wymyślić w głowie odpowiedź na jakiekolwiek z pytań, usłyszałem koki zbliżające się w moją stronę. Odwróciłem głowę i zobaczyłem pana Parka trzymającego dużą kopertę.
Podszedł do mnie i wręczył mi ją.
-Jak już wspominałem, podobasz mi się.Miałem ci wszytko wytłumaczyć, ale zajęłoby to za dużo czasu. Tutaj masz kontrakt, wszytko dokładnie wypisane. Jeśli nie będziesz czegoś rozumiał, napisz maila.
-Jaki kontrakt? O co chodzi? - ChanYeol wydawał się być normalną osobą, która się ustatkowała, drobiła majątku i szacunku na prawie całym świecie. Nie sądziłem, że potrzebuje jakiegoś kontraktu na spotykanie się.
-To jest umowa poufności. Mój prawnik na nią nalega. Jeśli nie będziesz chciał, nie będę cię zmuszał do podpisania tego. - Usiadł na białej, skórzanej kanapie i skinął głową abym usiadł koło niego.
-Po co ta umowa? Chodzi o to, że nie mogę powiedzieć nikomu, że będziemy się spotykać?...
-Nie o to chodzi. Ja... nie bawię się w spotykanie, randki i tym podobne. Mam takie swoje zabawy.
-Zabawy? - Uniosłem z wrażenia brwi.
-Chodź. - Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Lekko ja złapałem i Park pociągnął mnie przez nie kończący się korytarz. Na ścianach wisiały obrazy, których ja sztuką ich nie nazwał. Były to dziwne bohomazy, kolorowe wzroki itp. Po chwili stanęliśmy pod białymi drzwiami. ChanYeol stanął przodem do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Teraz otworzę te drzwi. Jak będziesz chciał zawsze możesz wyjść.

1 komentarz:

  1. Trochę literówek jest i możesz je poprawić, bo średnio się czyta
    A teraz przejdźmy do konkretów xd. Taki otwarty, mówiący wprost czego chce Chanyeol jest dla mnie trochu niechanyeolowaty, ale czekam na dalszy rozwój akcji, bo może jesio mi się spodoba ^^
    Więc pisz dziecko i wrzucaj często rozdziały!!

    OdpowiedzUsuń