sobota, 7 lutego 2015

Diamonds



-Gadaj gdzie jest ZiTao! - powiedział jeden z mafiosów którzy mnie porwali.-Nic wam nie powiem, bo nie wiem kim jest ten cały ZiTao! - w moim glosie nie było strachu. Nie balem się tego, że w jednej sekundzie mogę stracić życie.
-Kłamiesz! - uderzył mnie, a przy tym paznokciem rozdrapał moja wargę. - Wiem, że kłamiesz! - gdy ponownie mnie uderzył krew poleciała na jego buty. - Ale skoro nie chcesz gadać... - przystawił mi pistolet do głowy - mogę ci w sekundzie, ta śliczna mordę rozwalić - Miał już nacisnąć spust gdy w drzwiach stanął Tao. Miał w ręce czarna skórzaną aktówkę, która była przypięta kajdankami do jego ręki. Huang nie zauważył osiłka, który stał po jego lewej stronie. Łomem uderzył go w głowę, a on upadł na ziemię.
-Tao! - nie mogłem powstrzymać swojego wrzasku, chciałem się wyrwać, jednak goryl stojący po prawej stronie chwycił mnie za koszulkę i pociągną do tyłu.
-A jednak go znasz... - świdrował mnie wzrokiem - chłopaki zostawcie nas samych - na jego ustach pojawił się chytry uśmiech.-Mamy go zabrać ze sobą? - Jeden z goryli zapytał swojego szefa, jednocześnie kopiąc Tao w plecy.
-Nie, zostawcie go. I tak jest nieprzytomny.

***
Zakleił mi usta grubą taśmą izolacyjną.
-Znasz ZiTao jak nikt inny. Może jest nawet dla ciebie kimś więcej... Chcesz zobaczyć, jak ukochana ci osoba, umiera na twoich oczach? Gadaj! - Oderwał mi taśmę z ust. Ja tylko spuściłem głowę nic nie mówiąc. Taśma naruszyła moje wargi. - Co, teraz nie chcesz nic gadać?! A jeszcze godzinę temu byleś taki pyskaty! Wiem, że masz, ten zasrany klucz, od tych kajdanek!
-Ja nic nie mam. Zostawcie mnie w spokoju.
-On ich nie ma. - Tao się ocknął. Nie mógł się poruszać. Ręce i nogi miał związane grubym sznurem. Aktówka leżała obok niego. -Skoro on ich nie ma, to kto je ma?! - Jego cierpliwość już po woli się wykańczała.
-Ja mam klucz.
-Dawaj!
-To mnie rozwiąż
.Przy gruby mężczyzna wstał i podszedł do chłopaka. Sprawdził czy nie ma on broni. Rozwiązał go i cofnął się dwa kroki do tyłu.
-Cofnij się jeszcze - facet wykonał jego polecenie. Podszedł do mnie i kazał mi wstać. Zrobiłem to. Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej mnie i przyłożył mi nóż do gardła. Tao "odpiął" teczkę od ręki. - Najpierw chłopak, później zawartość teczki.
-Myślisz, że głupi jestem?
-Nie zgadzam się na inny układ. Chłopak za teczkę. - Tao otworzył teczkę gdzie znajdował się diament wielkości strusiego jaja. Facet odłożył nóż i rozwiązał mnie. Po kryjomu wyciągną bron zza paska spodni.
-Skoro ci tak na nim zależy... - Puścił mnie, a ja pobiegłem do mojego wybawcy. Nagle poczułem straszny ból w klatce piersiowej. Padłem na ziemie. Tao puścił teczkę, w której był diament, a on rozsypał się na malutkie części. Mężczyzna nie wytrzymał i strzelił też do Huanga, który upadł koło mnie.
 Przy gruby mężczyzna wziął kilka części cennego kryształu i uciekł.
Moje oczy były całe załzawione, gdy zobaczyły już nieoddychającego Tao. Resztkami sił położyłem swoją rękę na jego policzku.

-Przepraszam – powiedziałem, zamknąłem oczy i znalazłem się w innym świecie.

_____________________________________________________________

Mam nadzieję, że moje wypociny Wam się podobają. Jak zawsze zapraszam do komentowania. (te pozytywne i te negatywne)

1 komentarz:

  1. Lubie ten paring jednak to było stanowczo za krotkie :(
    Syśka.elf

    OdpowiedzUsuń